[more]

O obu muzykach pisałem w tym miejscu kilkanaście dni temu. TUTAJ. Tam również znajduje się coś w rodzaju małego ,,who is who'', dlatego pominę wprowadzenie przechodząc od razu do programu tego niezwykłego koncertu.
Koncert złożony został z dwóch godzinnych setów, podzielonych 20-minutową przerwą. Większą część programu stanowiły utwory znane z ostatniego wspólnego albumu Muzyków: ,,The New Crystal Silence'' (2008). Na tym dwupłytowym albumie kompozycje zaaranżowano wspólnie z orkiestrą, w Poznaniu natomiast usłyszeliśmy tylko fortepian i wibrafon co pozwoliło tym wyraźniej dostrzec niezwykłą technikę i wirtuozerstwo zarówno CHICKA COREI jak i grającego czterema pałeczkami GARY BURTONA.
W pierwszej części koncertu przedstawiono kilka nowych kompozycji, jakich nie możemy znać jeszcze z wersji płytowych. Zarówno Corea jak i Burton komentowali poszczególne utwory, wspominając takich mistrzów jak Art Tatum, Dizzy Gillespie czy Stan Getz, niejednokrotnie żartując i wywołując salwy śmiechu wśród widowni. Podejście do tematu w sposób ,,na luzie'' stanowiło niejednokrotnie kontrast wobec trudniejszych w odbiorze, rozbudowanych i rozimprowizowanych utworów jak choćby wykonana z wielką fantazją ,,Alegria''.
JAREK ŚMIETANA w książeczce do płyty ,,Ballads And Other Songs'' (RECENZJA), pisał o ,,My Ship'' -Kurta Weilla, iż jest to zdecydowanie zbyt rzadko przypominany utwór. Dlatego cieszy fakt, iż pierwszą część koncertu ozdobiła wyśmienita interpretacja tej kompozycji (znanej przed laty z wykonania MILESA DAVISA). Po pastiszowym ,,Mozart Goes Dancing'' Muzycy po raz pierwszy tego wieczoru zeszli ze sceny.
,,Cieszymy się że jeszcze jesteście, bez was czulibyśmy się tutaj osamotnieni''- powiedział Corea po powrocie na scenę po (dokładnie) 20-minutowej przerwie po czym zapowiedział dedykowany BUDOWI POWELLOWI nazwanemu swoim ,,mentorem i nauczycielem'' utwór.
Drugi set koncertu zdecydowanie różnił się od pierwszej części recitalu. Artyści wybrali bowiem bardziej znane i łatwiejsze w odbiorze utwory, jak choćby słynna kompozycja Corei z lat 80.: ,,Brasilia'', zinterpretowane we właściwy dla duetu sposób: ,,Eleanor Rigby'' BEATLESÓW, ,,One Side Love'', czy (nareszcie!): ,,La Fiesta''.
Oczywiście nie obyło się bez zwyczajowego bisu, pomimo iż obaj Muzycy po ponad dwugodzinnym pobycie na scenie musieli czuć się zmęczeni.
Szkoda trochę, iż koncert odbywał się przy pełnym świetle równomiernie oświetlonej auli, co mogło być trochę uciążliwe zarówno dla Muzyków jak i publiczności. Akustyka Poznańskiej Filharmonii natomiast, tradycyjnie już nie budziła najmniejszych zastrzeżeń.
Perfekcyjnie, dokładnie, punktualnie i bez najmniejszych wpadek. To już standard dla koncertów odbywających się w Poznańskiej Auli UAM.

Pomimo zmęczenia i czekającego na Artystów kierowcy na zewnątrz, udało mi się uścisnąć dłonie i zamienić kilka słów zarówno z GARY BURTONEM jak i CHICKIEM COREA.
Podczas rozmowy z Pianistą wspomniałem o koncercie STANLEYA CLARKE'A sprzed czterech lat (obaj Muzycy stanowili na początku lat 70. trzon legendarnej formacji RETURN TO FOREVER). Wiecznie uśmiechnięty Corea opowiedział mi jak to niedawno spotkał się z Clarkiem i wspólnie postanowili stworzyć nowy projekt i ruszyć w trasę. ,,Zagramy głównie w U.S.A., ale jest też kilka koncertów w Europie. Może i Polska? Jeszcze nie mam dokładnego programu trasy. Na pewno będzie to lipiec i sierpień tegorocznego lata''.
Chwilę po tym jak życzyliśmy sobie: ,,Miłej nocy'', CHICK COREA przemknął już w płaszczu i zniknął wyjściem dla artystów.
Cieszę się, iż po tym niezwykłym koncercie udało mi się spotkać Muzyka, którego płyt słucham od momentu pierwszego poznania muzyki wypełniającej album ,,Return To Forever'' (1972).

Poniżej krótki, amatorski zapis fragmentu koncertu.
http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=aEwwaizovRq&login=w447&width=450&bg=ffffff