[more]

Co roku w Mosinie podczas ,,Ogólnopolskich Dni Artystycznych z Gitarą'' oprócz koncertów, jamów klubowych i spotkań z osobami z branży muzycznej, odbywają się też warsztaty gitarowe. W ubiegłym roku obserwowałem warsztaty prowadzone przez Marka Raduli, z których relację znaleźć można TUTAJ. W tym roku z wielką radością przyjąłem od dyr.Marka Dudka wiadomość o warsztatach gitarowych z Największym Polskim Gitarzystą -JARKIEM ŚMIETANA i bez wahania udałem się następnego dnia po wspaniałym koncercie kwartetu Śmietany na innego rodzaju spotkanie z Mistrzem, ponownie do Mosiny.
Muzyk już poprzedniego dnia był zachwycony możliwością zakupu w Mosinie świeżych wędzonych ryb, dlatego z samego rana udał się ponownie na zakupy do mosińskiego sklepu z zamiarem dokonania większych zakupów by uraczyć po powrocie do Krakowa zakupami swoich domowników. Zadowolony z zakupów, przybył do Mosińskiego Ośrodka Kultury by spotkać się z przybyłymi nie tylko z województwa poznańskiego, młodymi gitarzystami.
Warsztaty przebiegały w niezwykle przyjacielskiej atmosferze a dla gitarzystów były niepowtarzalną możliwością ćwiczeń pod okiem Wielkiego Mistrza i Gitarowego Guru, jakim bez wątpienia jest JAREK ŚMIETANA. Oprócz ćwiczeń i praktycznych wskazówek, mieliśmy możliwość posłuchania w zgoła inny sposób niż podczas koncertu, niektórych gitarowych tricków oraz wysłuchania wielu cennych uwag teoretycznych, których część umieszczam poniżej.

,,Historia gitary? To ogromna ekspansja tego instrumentu w XX wieku. Kiedyś gitara była instrumentem określonym, grało się w jednym stylu (myślę o gitarze hiszpańskiej), grało się w sposób klasyczny i nie było żadnego problemu: jak ktoś chciał grać to wiedział co chce grać i wiedział na jakim instrumencie i co będzie grał. Z gitarą jest inaczej w tej chwili, bo od połowy XX w. rozwinęło się tyle stylów i tyle sposobów grania... Zelektryfikowanie gitary spowodowało że po prostu ten instrument się szalenie rozwinął przez setki lat bo istniał juz dużo wcześniej. Rozwinęły się takie techniki gry i takie sposoby gry i style że nie sposób wszystko poznać. Współczesny gitarzysta ma problem bo w zasadzie powinien się zdecydować co on chce grać, już nawet w poszczególnych stylach jak rock, jazz, blues, country, classic czy pop. Poszczególne te style też mają podgrupy jak jazz: jazz tradycyjny, swing, jazz nowoczesny... W bluesie: blues archaiczny, blues z Chicago, blues współczesny, blues europejski... W rocku: heavy rock, metal, tapping (jak nowocześni gitarzyści -,,wymiatacze szybkostrzelni''). W country tak samo: country, country rock, można grać palcami, można grac kostką, można grać akustycznie, można grać elektrycznie... W zasadzie, aby to dobrze robić -należałoby się określić co chcemy robić, bo nie można być omnibusem. Oczywiście warto z każdego z tych stylów trochę ,,łyknąć'' ale tak naprawdę aby rozwijać się, musimy wiedzieć czego chcemy. Czy chcemy być gitarzystą grającym w takim czy w takim stylu -na to każdy musi sobie sam odpowiedzieć, bo to warunkuje nasze ukierunkowania i nasze starania. Ja jestem muzykiem jazzowym ale wychowałem się również na muzyce rockowej, lecz nie jestem specjalistą od rocka... Nie stronię od bluesa, od rocka... bo kocham tą muzykę i na niej się też wychowałem -ale nie są to moje specjalności. Totalną moją specjalnością jest jazz, ale również inną muzykę gram. Najważniejszą rzeczą jest to że nikt nas nie nauczy grać -tylko nauczyć się musimy sami. Nie wierzmy że ktoś nam pokaże patent jakiś -można wskazać drogę, można jakiś trick pokazać ale nie na tym polega granie. Granie to zupełnie coś innego. Gitara jest z jednej strony bardzo łatwym instrumentem, z drugiej: piekielnie trudnym. Przez to że na np.saksofonie mamy określony sposób chwytu (dźwięk C można złapać na saksofonie tak a nie inaczej): naciskamy dwie odpowiednie klapy, odpowiednio dmiemy i mamy dźwięk C. Dźwięk C na gitarze można zagrać na wiele sposobów: można zagrać na takiej strunie, na takiej, w takiej pozycji, w innej... Poza tym każdą melodię można zagrać na wiele sposobów na gitarze. Zależy od jakiej struny się zacznie, zależy od jakiego palca się zacznie... To trochę komplikuje sprawę ponieważ tych możliwości jest bardzo dużo, i my pod tym względem mamy bardzo trudny instrument. Wszystkie ćwiczenia należałoby bowiem ćwiczyć na różne sposoby, bowiem musimy też umieć zagrać daną melodię na różne sposoby, różnymi palcami. W związku z tym pojawia się też trudność w czytaniu nut, ponieważ nie ma określonego sposobu palcowania. Natomiast co jest łatwe? Łatwa jest transpozycja, np przesunięcie o pół tonu nie sprawia kłopotu bo po prostu przesuwamy palec, a dla saksofonisty jest to już trudniejsze; bo zagrać daną melodię o pół tonu niżej -to już się robi tragedia. Więc mamy trochę dobrych rzeczy i mamy trochę złych rzeczy. To byłaby jedna ważna informacja. Drugą którą chcę abyśmy zapamiętali jest fakt że podstawą muzyki, przynajmniej tej która mnie interesuje jest rytm. Sprawy harmonii, melodii... oczywiście są szalenie ważne; one określają tą muzykę i sprawiają że w ogóle jest ona muzyką i zaczyna brzmieć. Natomiast cechą nadrzędną jest rytm. Wszystko co kiedykolwiek ktoś chce grać, powinien grać z rytmem. Jeśli dane ćwiczenie sprawia trudność techniczną, nie wyrabiamy tego -to musimy dostosować tempo tego ćwiczenia do naszych możliwości. Żeby mieć jasność: jeśli ja prowadzę zajęcia i zadaję jakieś ćwiczenie a przychodzi do mnie student i gra to za szybko i niedokładnie, bo tu się pomylił, tu mu się zahaczyło... i nie ma w tym rytmu, to ja uznaję iż (mimo że popracował i przygotował to ćwiczenie) że to nie nadaje się do niczego. Mówię wtedy: ,,Zagraj to o połowę wolniej''. Jeśli jeszcze nie wyrabia to: ,,Jeszcze wolniej''. Należy zachować zasadę rytmu. Rytm to jest najważniejsza rzecz. Rytm jest ważniejszy niż dźwięki. Przyjemniej się słucha gitarzysty, który się pomylił w sensie dźwięku (zagrał nie tą nutę co trzeba), ale gra rymicznie i wszystko się zgadza, niż kogoś kto gra nierytmicznie i wszystkie nuty poprawnie. Dalej idąc; przy improwizacji -jest taka teoria (oczywiście ona dotyczy bardziej zaawansowanych muzyków): że melodia zagrana dobrym dźwiękiem i w dobrym rytmie jest dobrą -mówię o solówce, o improwizacji... Są więc dowody na to że najważniejszy (cokolwiek byśmy grali) jest rytm, zachowanie rytmu... ale niekoniecznie rytmu w sensie metronomicznego, równego grania, bo to też jeszcze nie jest muzyka -komputer tak gra. My musimy jeszcze oprócz tego ten rytm interpretować, czyli oprócz tego że jest rytm -musi on jeszcze swingować, i nie mówię tu o swingu w sensie jazzu. Swingowanie dotyczy każdej muzyki; nawet dobre orkiestry klasyczne czy wybitni wirtuozi skrzypcowi grający koncert Brahmsa też swingują. Swing to sposób podawania melodii i rytmu: on może być piękny i może być katastrofalny. Nam zależy na tym aby był piękny. Żeby poznac gitarę i nauczyć się grać solówki trzeba poznać akordy i grać akordem na gitarze.''

,,Żeby dojść do jakichś efektów trzeba się troszkę uwolnić od gam, przez które jednak trzeba przedtem przejść. Droga jest taka: trzeba przejść przez wszystkie żmudne ćwiczenia typu: gamy, pasaże, skale i trzeba je po prostu wkuć... ale nagroda czeka nas wielka: jak to wszystko opanujemy -to trzeba o tym zapomnieć i zacząć grać, zacząć uwalniać swoją wyobraźnię i osobowość oraz swoją wrażliwość. To jest świetny moment kiedy to osiągamy. Ćwiczenia rozwijają w zasadzie tylko technikę, a technika jest potrzebna aby móc realizować swoje zamierzenia i swoje pomysły. Warto rozwijać technikę ale nie można być jej niewolnikiem. Czasem znani wybitni gitarzyści nadużywają ilości dźwięków i swojej wirtuozerii -mnie to zazwyczaj nie interesuje. Jeśli chodzi o rocka: zawsze będę wolał takiego np. JEFFA BECKA niż Satrianiego. Satriani jest wiruozem, podobnie Steve Vai: grają tak że ciężko uwierzyć że można tak szybko strzelać z karabinu. Mają to wkute i to zachwyca, ale mnie zachwyca tylko pierwszy utwór -drugiego już nie mogę słuchać: jest taki sam. Trzeci jest jeszcze bardziej nie do słuchania: oni grają to samo, mają wkute te skale, zapieprzają tak że normalnie buty wszystkim lecą ale to bawi tylko przez chwilę -później staje się nudne. Jak się w to zagłębić -to przestaje być interesujące. Natomiast jak słucham JEFFA BECKA -to on,,śpiewa''. On nie ma ani w połowie, ani w jednej-trzeciej ani w jednej-dziesiątej takiej techniki -ale gra przepięknie. Gra i każde solo to jest perła: jak zagra cztery nuty -to są to cztery perły. To taki przykład. Nie znaczy to że ja lekceważę takich gości jak Steve Vai czy Satriani: to jest pewna szkoła i jeśli komuś się to podoba, to proszę bardzo ale ja tego nie lubię. Bezwzględna prawda jest taka: przy takiej ilości nut i przy takiej szybkości, nie ma mowy o improwizacji -ci faceci nie improwizują, oni grają skale -są jak bardzo dobry uczeń. Przy takiej szybkości nie ma czasu wymyślić nowej melodii a improwizacja czy solówka ma być piękną melodią, którą my tworzymy, kombinujemy i budujemy na poczekaniu -improwizowanie to jest komponowanie. Improwizacja to jest kompozycja, tylko że kompozytor który siedzi przy fortepianie czy gitarze ma czas. Ma czas i jeśli coś pójdzie nie w tą stronę to przekreśli i napisze inaczej aż w końcu powstanie piękny utwór. My jak improwizujemy, nie mamy czasu i robimy to na gorąco, więc to duża odpowiedzialność. Łatwiej wykuć kilka skal i grać je po akordach: jest niby improwizacja -wszystko się zgadza. Jeśli robimy to z wirtuozerią tych ludzi których wymieniłem, może być to uznane za solo, a tak na prawdę to nie jest żadne solo, tylko to jest zagranie skali pasażem. Ja tego słucham jak bym był na egzaminie z ćwiczenia skali. Ja tego w życiu tak nie wyćwiczę bo mi szkoda na to czasu i w ogóle nie znajduję w tym przyjemności. Przyjemność natomiast znajduję, jak mogę sobie ,,pośpiewać'' na gitarze i pograć różne rzeczy i pokombinować, a na to musi być czas. Czyli w zasadzie ja nie polecam takiego szybkiego grania, a jeśli tak -to tylko w celach technicznych. Natomiast jeśli już grać to należy starać się mieć czas na to by coś wymyślić. żeby nie grać tylko skal i ćwiczeń technicznych ale i coś budować... coś co się bierze od melodii. Trzeba umieć podać melodię. Umiejętność podania melodii to jest zupełnie inna historia. Zwróćcie uwagę na to że gitarzyści, tacy choćby jak ERIC CLAPTON, JIMI HENDRIX czy JEFF BECK właśnie... czy SANTANA... To są ludzie, których jesteście w stanie rozpoznać... Gdzieś coś leci w radio i od razu wiadomo kto gra. To jest potęga tak grać... B.B.KINGA poznacie po czterech nutach, SANTANĘ tak samo... CLAPTONA, JEFFA BECKA... Natychmiast słychać kto gra, a tamci goście to niewiadomo: oni mają ujednolicone brzmienie, zapieprzają i w zasadzie nie wiadomo kto gra, chyba że poznacie po charakterystycznym świście kul wystrzelonych z karabinu maszynowego, ale nawet chyba karabiny nie strzelają tak szybko. My jako muzycy nie mamy się tylko uczyć technicznie, ale również kształtować naszą osobowość. Gitara jest instrumentem danym nam po to aby przekazać swoją osobowość, bo po co my gramy? Zastanówmy się: gramy po to aby ktoś tego słuchał ale i by coś przekazać i żeby ktoś posłuchał i się zachwycił, a jeśli i nam to sprawia przyjemność ( -a sprawia); to robimy sobie przyjemność i robimy przyjemność ludziom. Nie bądźmy egoistami i starajmy się zagrać coś takiego co może kogoś poruszyć. Ważne jest podanie melodii i jeśli gramy coś, choćby bluesa to ważne jest aby ta gitara ,,zaśpiewała''. Mamy w gitarze wiele świetnych rzeczy, o których często zapominamy jak: podciągnięcie struny, jak podwibrowanie, jak podśpiewanie... Grajmy proste nuty ale grajmy je z artykulacją i z pewną muzykalnością.''

,,Zapomnijmy o czymś takim że muzyka jest zapisana w nutach. Muzyka jest w nas, w naszej głowie i miejmy zaufanie tylko do własnych uczuć. Każdą rzecz jaką gramy, nie możemy grać mechanicznie. Spotkałem gitarzystów, którzy mówili: ,,Proszę, ja to ładnie sobie wyćwiczyłem'', pytam: ,,Jak ćwiczyłeś?'', -,,No siedziałem sobie przed telewizorem i ćwiczyłem, dwie godziny ćwiczyłem'', odpowiadam: ,,W takim razie nie ćwiczyłeś -to nie jest żadne ćwiczenie. Jeśli ty ćwiczyłeś palcami oglądając tv to nie ćwiczyłeś lecz gimnastykowałeś palce''. Być może gimnastyka palców jest też potrzebna ale to nie jest żadne ćwiczenie. Ćwiczyć trzeba tak żeby się słyszeć. Polecam coś co robiłem kiedyś i do tej pory lubię to robić. Wchodzę do łazienki z gitarą -tam jest zawsze dobra akustyka, mam chwilę spokoju i biorę gitarę akustyczną lub jak ją nazywam: pół-akustyczną i ćwiczę. Czasem godzinami i mają mi to domownicy za złe. Dlaczego ja tak robię? Bo mam tam dobry dźwięk, zawsze jest lekki pogłosik i ćwicząc staram się usłyszeć to, słuchać tego dźwięku, skąd się on bierze. Opowiem historię... Byłem na koncercie SANTANY w Warszawie, bo bardzo cenię tego gitarzystę od lat, mimo iż nie jest to ta wąska specjalizacja, którą ja się zajmuję. Jest tak jak już mówiłem: geniuszem... JEFF BECK, SANTANA -to są geniusze, i choć nie grają muzyki którą ja gram to bardzo ich cenię i bardzo lubię. Poszedłem na koncert SANTANY bo byłem ciekaw jak on na żywo brzmi (ma świetne brzmienie) i zobaczyć też na czym on gra i jakiego sprzętu używa. Nie po to by go kopiować, bo ja mam swoje brzmienie -ale to warto wiedzieć. Dostałem VIP-owskie bilety z samego przodu, siedzę sobie, patrzę, zaczęli grać... ale był drugi gitarzysta, akompaniujący, na Telecasterze grał, miał taki sam wzmacniacz jak SANTANA, mało go było słychać -grał jakieś akordy. W pewnym momencie podchodzi do niego SANTANA prowadzący koncert i mówi do mikrofonu: ,,Proszę Państwa, muszę chwilkę odpocząć, muszę napić się wody, przebrać... a chciałem przedstawić wam mojego brata Eugenio Santana'' i pokazuje tego gitarzystę. No i ten Eugenio odłożył Telecastera i wziął gitarę taką samą na jakiej grał CARLOS SANTANA, został nagłośniony tak jak on i zaczął grać. Bardzo fajnie grał ale to był szok... brat tego samego gościa, grający na tej samej gitarze a grał zupełnie innym dźwiękiem, zupełnie o czym innym i to był zupełnie inny sound. Ja sobie wówczas pomyślałem: co to znaczy osobowość. Mówię to abyście wiedzieli że pomimo iż będziecie mieć wzmacniacz który kosztuje 8 tys czy gitarę, która kosztuje 15 tys to nie będziecie brzmieć jak JAREK ŚMIETANA. Nie będziecie tak grali -i bardzo dobrze. Sprzęt nie gra roli: nasza muzyka, nasze brzmienie, nasz dźwięk, nasza osobowość jest najważniejsza... Oczywiście dla naszej wygody ma znaczenie na czym my gramy, ale dla słuchacza to nie ma żadnego znaczenia. Nie będziemy brzmieli tak jak ktoś, kupując ten sam instrument, ten sam sprzęt -bo cała muzyka jest w nas: w naszych palcach, w naszych rękach, w naszej głowie... Ten SANTANA był namacalnym przykładem: to było na tym samym koncercie, to był jego brat a więc musieli się razem wychowywać, czyli pewnie razem ćwiczyć... Grał tą samą muzykę, to nie było nic stylistycznie odmiennego, ale nie było CARLOSA SANTANY i zespół brzmiał jak zupełnie coś innego. Grał bardzo przyzwoicie ale nie tak -czyli wszystko jest w palcach, wszystko jest w rękach. Im więcej będziemy się sami słuchali -tym lepiej będziemy się sami rozwijali bo wszystko polega na naszych uszach, na naszym słuchu... Każde ćwiczenie, każda fraza i każdy akord trzeba najpierw usłyszeć. Niby to wszystko rozumiemy ale trzeba mieć inne podejście bo ktoś może powiedzieć: ,,Jak to? Jak gram, to przecież słucham''. Nie. Wielu ludzi gra i nie słucha, albo wydaje im się że słuchają. Trzeba się zagłębić w to co gramy. Polecam granie w skupieniu, ja to zawsze robiłem w łazience i do tej pory to robię. Druga rzecz: ćwiczyć z metronomem. Ktoś może powiedzieć: ,,Metronom to taki martwy rytm''. Z metronomem można swingować i pięknie grać z pięknym rytmem, bo to nie metronom daje rytm, tylko my dajemy rytm a metronom nam tylko pomaga żebyśmy nie ,,przykręcili'' przypadkiem troszeczkę do przodu albo do tyłu. Polecam metronom. Jeśli ktoś ćwiczy przez godzinę to niech ćwiczy 40 minut z metronomem a 20 min. bez. Metronom jest ogólnie dostępny ale polecam te metronomy które stukają, a nie ,,pikają'' i mają taki dźwięk świszczący. Taki stukający jest bardziej przyjazny dla ucha i przyjemniejszy. Gitarzyście oprócz gitary i wzmacniacza potrzebne są jeszcze dwie rzeczy: tuner (czyli stroik do gitary) i metronom. Metronom jest rodzajem korygującego nauczyciela. Trzecia sprawa to nagrywanie samego siebie. Za moich czasów był magnetofon, na który nagrywałem sobie to co gram -nie po to by się zachwycać, lecz po to aby skontrolować samego siebie bo nagranie nie kłamie. Próbowałem coś sobie zagrać i byłem sam sobie nauczycielem; bo gdy się gra nie można się korygować, a gdy się nagrałem to wiedziałem: ,,aha, tu zrobiłem błąd i tu'' -zazwyczaj każdy z nas więcej wie niż potrafi. Nie czekałem aż jakiś profesor od gitary mi powie gdzie zrobiłem błąd -sam to mogłem zrobić. Prawda bezwzględna jest taka że nie nauczyciel nas uczy lecz sami się uczymy. Każdy gitarzysta jest samoukiem, nawet jeśli ma swojego nauczyciela który mu wszystko pokazuje -to zrobić wszystko musi sam.''

Trzy godziny warsztatów minęły błyskawicznie. Młodzi muzycy mieli do Artysty wiele pytań, na które ten chętnie, indywidualnie odpowiadał. Po oficjalnym zakończeniu warsztatów, miałem możliwość przeprowadzić z JARKIEM ŚMIETANĄ kolejną niezwykła rozmowę dotyczącą projektu POWER OF TRIO (z K.Ścierańskim i obecnym w Klubie Festiwalowym A.Czerwińskim), płyty ,,I Love The Blues'', która ukazać się powinna na początku czerwca, oraz o kolejnych planach niezmordowanego Gitarzysty. Kolejnym projektem jaki Śmietana planuje jest płyta z prawdziwym big bandem, oraz doprowadzenie do wydania gotowej ,,Spring Suite'' (,,Suity wiosennej''). Rozmawialiśmy też o możliwościach ew. zarejestrowania koncertu POWER OF TRIO i ew. wydaniu niszowej płyty dla kolekcjonerów z zapisem nagrań z unikatowych improwizowanych koncertów, oraz o wielu innych rzeczach związanych z muzyką.
Tego samego dnia Muzyk obiecał zjawić się wieczorem w krakowskim studiu by nagrać partie gitarowe na nowy album Basi Wilk, dlatego nie został w mosińskim klubie do wieczora, tylko wraz z A.Czerwińskim udał się (zabierając z sobą wędzone ryby, przechowane na czas warsztatów w lodówce) do auta i żegnając się odjechał. Cieszę się z kolejnego spotkania z Artystą, kolejnych rozmów i otrzymanych od Gitarzysty płyt i cieszę się, iż pomimo ciągłych ,,rozjazdów'' znajduje czas by pozostać ze mną w kontakcie (co bardzo pomaga w prowadzeniu ,,JAREK ŚMIETANA Fan Blog'').

Warsztaty gitarowe z J.Śmietaną były pierwszym punktem programu mojego sobotniego pobytu w Mosinie. Czekało jeszcze wiele atrakcji, a najbliższą z nich było spotkanie w tym samym Klubie Festiwalowym, z Dionizym Piątkowskim, o czym napiszę kolejnym razem.
http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=8ASfoADCruo&login=w628&width=450&bg=ffffff