Z okazji okrągłych osiemdziesiątych urodzin w jego rodzinnym mieście -Poznaniu odbyły się uroczyste obchody tej ważnej dla Muzyki rocznicy.
[more]
Przed budynkiem, w którym mieszkał Krzysztof KOMEDA (obecnie siedziba NBP, ojciec Komedy był bankierem), odbył się muzyczny happening. Wystąpiło trio jazzowe Patryka Piłasiewicza prezentując m.in. kompozycję graną przed laty w tym miejscu z okazji odsłonięcia tablicy pamiątkowej umieszczonej na ścianie gmachu: ,,Jutro premiera''. Wspaniale zabrzmiała ta muzyka a atmosfera ulicznego zgiełku stworzyła specyficzny, oryginalny klimat (wśród utworów znalazł się też słynny temat z filmu ,,Prawo i pięść'').
Muzyka KOMEDY przeplatała się z wspomnieniami i opowieściami, a gościem koncertu był syn Zofii Komedowej -Trzcińskiej, żony Kompozytora: Tomasz Lach, będący dziś Prezesem Stowarzyszenia Opieki nad spuścizną Krzysztofa Komedy.
Happening połączono z promocją monet wyemitowanych okazjonalnie przez NBP z wizerunkiem Krzysztofa Komedy.

http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=0mVMGaArq49&login=w205&width=450&bg=ffffff

W Poznańskiej Filharmonii odbył się specjalny wieczór pod hasłem ,,Bal wampirów'' -taki bowiem tytuł nosić miał pierwotnie film Romana Polańskiego ostatecznie zatytułowany ,,Nieustraszeni pogromcy wampirów'', do którego muzykę napisał KOMEDA.
Podczas wieczoru poprowadzonego przez Marka Hendrykowskiego -autora książki będącej kompedium wiedzy o Artyście (szczególnie poleconej mi przez T.Lacha podczas naszego spotkania), mieliśmy okazję wysłuchać po raz pierwszy suity z muzyki do wspomnianego filmu w pełnej, nieprezentowanej dotychczas wersji opracowanej przez Marcina Sompolińskiego.
,,Wysłuchać'' -to zdecydowanie niepełne określenie tego czego byłem świadkiem podczas ,,Balu wampirów''. Jeszcze przed rozpoczęciem koncertu po sali krążyły blade, rozczochrane postaci w czarnych pelerynach wywołujące swym wyglądem oraz zachowaniem prawdziwą grozę. Jedna z nich przysiadła się obok mnie by po pierwszych taktach muzyki drgać w dziwny sposób. Gdy próbowałem pomóc tej nieszczęsnej istocie (notabene: dostrzegłem iż to całkiem ładna choć bardzo blada dziewczyna) -syknęła i ponownie skryła twarz pod peleryną. Światło przygasło, muzyka zmieniła rytm a wszystkie obecne na widowni wampiry (łącznie z moją towarzyszką, akurat w chwili gdy chciałem poprosić ją o numer telefonu... a może krypty) w nieludzkich konwulsjach poczęły wchodzić na scenę, demonicznym śpiewem potęgując grozę. Chór!
Choreografia oraz światła towarzyszące muzyce były doprawdy rewelacyjne, u góry sceny natomiast na ekranie pojawiały się zdjęcia Twórcy tych niezwykłych dźwięków i zarazem głównego bohatera wieczoru. Niezwykle często zauważam, iż zupełnie inaczej odbiera się muzykę napisaną do filmów poza ekranem. W tym przypadku suita złożona z tematów napisanych na potrzeby obrazu Polańskiego oczarowała mnie w niezwykły sposób. Po raz pierwszy zaprezentowano muzykę do ,,Nieustraszonych pogromców wampirów'' w takiej formie, ukazując tematy z filmu w formie jednej całości wspaniale zinstrumentalizowanej i zaaranżowanej współcześnie z użyciem elektroniki i wpleceniem weń dźwięków pochodzących z oryginalnej ścieżki dźwiękowej filmu.

http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=36HsFllHfSF&login=w205&width=450&bg=ffffff
Sompoliński stworzył zupełnie nową kompozycję złożoną z muzyki KOMEDY dając nowe życie istniejącym tematom filmowym -życie zupełnie niezależne, nie związane z obrazami filmowymi. Muzyka zrobiła na mnie kolosalne wrażenie i nie mogę się doczekać jej wersji płytowej. Znamennym jest fakt, iż muzyka do filmu, po 44 latach brzmi niezwykle świeżo, natomiast z filmem Polańskiego czas obszedł się raczej niełaskawie.
Historia profesora Abronsiusa i Alfreda (w tej roli sam Polański) podkochującego się w pięknej dziewczynie (w tej roli Sharon Tate -późniejsza żona Polańskiego zamordowana w 1969 roku przez Charliego Mansona) to w zamierzeniu pastisz horroru. Dziś po latach wiele scen odbierać możemy pomimo to jako zbyt naiwne i miast wywoływać śmiech -niektóre fragmenty wręcz irytują.
Filmu nie mogę postrzegać inaczej niż jako ciekawostkę: wprawkę zaledwie do tego co Polański tworzył w późniejszych latach. Kilka dni temu po raz kolejny oglądałem jeden z moich ,,ukochanych'' filmów reżysera: ,,Gorzkie gody'' (,,Bitter Moon'') z wspaniałym Peterem Coyote, zmysłową Emmanuelle Seigner i śmiesznym Hugh Grantem, więc podczas projekcji ,,Nieustraszonych...'' tym bardziej zdałem sobie z tego sprawę. Naszła mnie jednak pewna refleksja odnośnie kompozytorów z jakimi współpracował przez wiele lat Polański: zawsze były to nazwiska wybitne -do ,,Gorzkich godów'' rewelacyjną muzykę napisał i nagrał VANGELIS.
Oglądając pełną wersję filmu (dłuższą od rozpowszechnianej w USA i Kanadzie o 16 minut) w drugiej części ,,Balu wampirów'' w Poznańskiej Filharmonii, starałem się wsłuchiwać w muzykę. Ta jednak w formie ilustracji naiwnej historii opowiedzianej przez Polańskiego nie mogła zabrzmieć lepiej niż w formie, w jakiej przedstawiona została przed projekcją.

Podczas niezwykłego wieczoru urodzinowego Komedy, o filmie ,,Nieustraszeni pogromcy wampirów'' i suicie filmowej, której wysłuchaliśmy opowiadał ktoś kto o Komedzie wie chyba wszystko -Marek Hendrykowski:
,,80 lat temu w Poznaniu przy ul.Rzeczpospolitej 4 -przyszedł na świat Krzysztof Trzciński. Dziś miałby tylko 80 lat -proszę uruchomić wyobraźnię i pomyśleć: dziś Krzysztof Komeda miałby tylko 80 lat, byłby jednym z nas i byłby dziś gigantem polskiego jazzu. Na szczęście mamy Jego Muzykę (...). Jako ,,uwerturę'' dzisiejszego wieczoru usłyszeliśmy muzykę z filmu ,,Pingwin'' Jerzego Stefana Stawińskiego z roku 1965. Wywołam jeszcze piękną aktorkę, która zagrała w tym filmie: Krystynę Konarską. Podobnie jak inne gwiazdy piosenki (bo była to także piosenkarka), Komeda znał właściwie wszystkie piękne kobiety tamtych czasów i dla niektórych z nich zdążył skomponować wspaniałe piosenki.
,,Bal wampirów'' to francuski tytuł filmu, który w świecie znany jest jako ,,Nieustraszeni pogromcy (bądź też: ,,zabójcy'' -wszystko zależy od tego jak przetłumaczymy słowo: ,,killers'') wampirów''. Ten ,,wampiryczny wieczór'' wydał nam się świetną okazją żeby zaprezentować podczas tego wieczoru muzykę, która nigdy w takim kształcie nie była wykonana, a która -uwaga: w całości: należy do tego sławnego filmu (...). To co słyszymy w filmie jest oczywiście rozrzucone na wiele minut i rozfragmentowane (...). Marcin Sompoliński zaprojektował i doprowadził do znakomitego kształtu właśnie muzykę Krzysztofa Komedy do tego filmu. Chciałbym to szczególnie podkreślić, bo to nie jest tak że Filharmonia Poznańska przypomniała sobie wczoraj o Krzysztofie Komedzie; dyrektor Wojciech Nentwig zrobił bardzo, ale to bardzo wiele dla przypomnienia nam wszystkim że Komeda jest po prostu cząstką integralną tego miasta, jego kultury, krajobrazu duchowego, że Komeda: nie tylko urodził się w Poznaniu, nie tylko się tu wychował, uczył, studiował, ale także tutaj stał się artystą. Dzisiaj w tym miejscu, w którym bywał tyle razy (bo był pasjonatem koncertów symfonicznych, które się tutaj w Auli, w latach 50-tych odbywały i wydaje się że był na każdym koncercie -chyba że miał dyżur u siebie w klinice przy ul.Przybyszewskiego)(...), na pewno nie jest to ostatnie wydarzenie związane z Krzysztofem Komedą (...). Ta dzisiejsza aranżacja i orkiestracja zawiera też elementy, których wtedy w fimie być jeszcze nie mogło -mianowicie: fragmenty muzyki elektronicznej (...).
Krzysztof Komeda i Roman Polański szukaliby się po całym świecie pewnie tak długo jak ten wszechświat istnieje gdyby nie 19-letni wówczas Jerzy Skolimowski, który ich z sobą poznał i od razu jako ,,kibic'' Sekstetu Komedy zdał sobie sprawę z tego, iż może wyniknąć niezwykła wartość z tego spotkania -i tak rzeczywiście było. Polański był wtedy studentem, a Komeda był wówczas już bardzo sławnym muzykiem ...jazzowym. Właśnie! 13 maja 1956 można było Komedę usłyszeć tutaj, kiedy grał jako pianista w Orkiestrze Jerzego Grzewińskiego (pianisty) co udało mi się ustalić dzięki ludziom, którzy pamiętali dokładnie co się wtedy działo w życiu kulturalnym Poznania. Grzewiński i Komeda grali wtedy na dwa fortepiany, robili to w roku 1955 -naprawdę bardzo dawno temu. Grzewiński i Komeda przy fortepianie wygrali wówczas... tu się odbył po prostu finał Wielkiego Konkursu Orkiestr Rozrywkowych. Poznań był tak silny w tej konkurencji, że zorganizowano tutaj taki turniej i w wymieniony dzień: 13 maja 1956 -Komeda zagrał nie z sekstetem (jak gdzieniegdzie można mylnie przeczytać), tylko właśnie z Orkiestrą Grzewińskiego, której przypadła pierwsza nagroda (...).
Mieliśmy dzisiaj fantastyczną okazję dzięki maestro Marcinowi Sompolińskiemu, znakomitej orkiestrze którą poprowadził i Chórowi Krzysztofa Szydzisza wniknąć w sam początek, tzn.: jak to jest kiedy film już istnieje ale nie jest jeszcze dobrze zmontowany i pokazuje się te materiały filmowe komuś tak utalentowanemu jak Komeda, wyznacza się mu pewną drogę: którędy ma pójść. Projekt Polańskiego i Komedy w tym filmie powstał w wyjątkowy sposób.
Co Komeda zabrał z sobą w świat z Poznania? Takie pytanie sobie kiedyś zadałem. W jaki sposób Poznań i Wielkopolska ukształtowały Komedę? Moja odpowiedź jest taka: wszyscy kojarzą jazz z improwizacją -słusznie ale jeśli chodzi o jazz Komedy, to jest on wyjątkowy, ponieważ improwizacja u niego spotyka się nieustannie, na każdym kroku z dyscypliną -z czymś takim co jest zorganizowane zespołowo. Pianista -solista Krzysztof Komeda to jest ktoś kogo nie znamy -on jest zawsze pianistą zespołu i to nigdy jako solista, który jest na pierwszym planie, tylko jako ktoś, kto swoją obecność i muzykę znakomicie wpisuje w tę całość, jaką jako aranżer, orkiestrator i kompozytor zaprojektował (...). Jak to jest z tą muzyką jakiej słuchaliśmy tego wieczoru? Muzyk filmowy -jazzman? Przecież tutaj jazzu próżno szukać! Nie do końca tak jest -gdyby przyjąć że mam rację: to było tak: Polański zaprojektował w ,,Balu wampirów'' (czy też ,,Nieustraszonych zabójcach wampirów'') parodię gatunku, który jest idealny do sparodiowania. Prawzorem tego gatunku jest słynny film Friedricha Wilhelma ,,Nosferatu -symfonia grozy'' -to jest klasyk gatunku (1922 rok), arcydzieło. Do tego filmu odwołuje się Polański, ale przede wszystkim: odwołuje się do pewnej konwencji gatunku. Wszystko to co słyszeliśmy dziś w tej muzyce, rzeczywiście tam jest -bo tak jak Polański grał na motywach, tematach gatunku (i to grał w sposób parodystyczny), tak słychać w muzyce Komedy echa najróżniejszych (nie tylko jego, ale także innych, cudzych kompozytorów) tematów, motywów... takich wywołań. Mamy tutaj i fragmenty, które są pastiszami i fragmenty które są trawestacjami i trochę stylizacji -niezwykły zupełnie efekt, który zrobił na mnie ogromne wrażenie (...). Ten chaos, który został w końcowej części zaprezentowany jest nie do zapomnienia. To jest rzeczywiście majstersztyk kompozytorski i orkiestratorski Komedy. Właśnie tak o nim myślę -nie jak o pianiście jazzowym (Erroll Garner był na pewno lepszym pianistą). Myślę o nim, jako kompozytorze, orkiestratorze, aranżerze -kimś takim, kto fenomenalnie widział i słyszał całość swego udziału. Dlaczego widział? Dlatego, że jako kompozytor filmowy miał talent niebywały -genialny talent do przekładania tego co jest w obrazie na język dźwięków i odwrotnie. Tu Komeda jest po prostu mistrzem absolutnym. Duma nasza, że Komeda jest tak wielkim kompozytorem filmowym wywodzącym się z Poznania, wynika właśnie z tych wszystkich ,,arcydzielnych'' rzeczy, które tak fantastycznie komponował z myślą nie tylko o filmach Polańskiego ale także innych reżyserów. Wydaje mi się że bardzo ważne jest to że Komeda jako kompozytor muzyki oryginalnej -w stu procentach w tej muzyce oczywiście oryginalny nie jest. Istnieje coś takiego, co jest odwołaniem, echem, reministencją z muzyki i kultury istniejącej już -wtedy jest się kompozytorem w dwójnasób, w trójnasób, w czwórnasób, itd. itd. Wydaje mi się to niezwykle interesujące z punktu widzenia koncepcji dzisiejszego wieczoru: tak to miało być -mieliśmy usłyszeć ,,innego'' Komedę i zdaje się że to się udało.
Ten film w postaci autorskiej nigdy nie istniał. To co się stało, spowodowane było zbyt słabą jeszcze wówczas pozycją Romana Polańskiego w kinowym świecie Zachodu, który nie mógł wtedy powiedzieć: ,,Ja zmontuję ten film'' i w umowę wpisać ten punkt. To jest tzw.,,final cut'', dzisiaj każdy wielki reżyser dba o to aby mieć w umowie wpisane prawo do ostatecznego montażu. To się niestety w przypadku tego filmu nie stało i nie oglądamy czegoś co oni obaj zaprojektowali. Nie wiem czy Komeda nie popłakał się słysząc co stało się z jego muzyką w tym pociętym filmie. Ten film ,,przeżył swoje''... Oprócz wersji 107-minutowej, istnieje wersja 91-minutowa -ona jest nie do oglądania! Po prostu ci, którzy władali tym filmem i do których on należał (w sensie praw własności) -robili co chcieli. My dzisiaj po latach, właśnie tutaj w Auli Uniwersyteckiej, w pewnym sensie ,,oddajemy sprawiedliwość'' zamysłowi kompozytorskiemu Krzysztofa Komedy przy tym filmie. Sądzę że 80-lecie jego urodzin okazało się ku temu kapitalną okazją.
Kiedy oglądałem niedawno, parę dni temu ten film -dostrzegłem coś, co już kiedyś mnie uderzyło lecz zapomniałem o tym -mianowicie jak bardzo polskie są motywy wampiryczne i jak dużo Polański ,,wziął'' do filmu z własnej kultury i pamięci. To samo dotyczy Komedy -on w dźwięku, Polański -w obrazach. Miałem takie wrażenie że jadę saniami przez Małe Ciche a może Bukowinę -pierwsze sekwencje tego filmu wprowadzają już coś niezwykłego. To nie jest film o Transylwanii -to jest film o Transylwanii, gdziekolwiek na świecie ona miałaby istnieć, a w przypadku Polańskiego i Komedy istniała po prostu w ich pamięci i złożona jest z tego co znamy.''

CZYTAJ RÓWNIEŻ: