│  B  │ C │ D │ E │ F │ G │ H │  J  K │ L│ M│ N │ O P │ Q │ R │  T  │  U  │   │ W  Y Z

14 kwietnia 2011

Od CAMELA do CHOPINA

-czyli kilka kolejnych płyt z ,,różnych półek''

[more]

PRIVATE COLLECTION

LP

 CAMEL: Mirage (LP 1974)


Jedna z najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych okładek muzyki rockowej lat 70. kojarząca się z papierosami i nazwą jednej z największych grup rockowych świata.
Nie miałem nigdy tej płyty w oryginalnej wersji winylowej, więc nabywając niedawno pierwsze wydanie longplaya z 1974 roku nadrobiłem jedną z największych moich zaległości kolekcjonerskich! Miałem pierwsze wydanie CD tego albumu (z charakterystycznym granatowo-czerwonym paskiem wytwórni Deram na grzbiecie), które w 2002 roku zamieniłem na zremasterowaną edycję z 30 dodatkowymi minutami materiału bezceremonialnie ,,naruszającymi'' pierwotny zamysł zespołu tworzącego bądź co bądź 40-minutową w zamyśle płytę. Moje poczucie estetyki kolekcjonerskiej bardzo ucierpiało nawskutek połaszenia się na nowoczesny remastering nagrań i dodatkowe nagrania bonusowe. Tym bardziej więc cieszę się iż udało mi się właśnie zdobyć tą płytę w niemal idealnym stanie, w wersji w jakiej ukazała się w sprzedaży po raz pierwszy 37 lat temu w oryginalnej brytyjskiej kopercie wewnętrznej, wyposażoną w wkładkę z zdjęciami i opisem, opatrzoną biało-czerwonym labelem Deram.
Cóż można napisać o muzyce z tej płyty? To tak jakbym zamierzał zrecenzować coś tak doskonałego jak portret Mony Lizy. Wciąż te same emocje i pomimo upływu lat te same wzruszenia i uniesienia podczas słuchania choćby 13-minutowej ,,Lady Fantasy''. To chyba najlepszy z możliwych skład CAMELA z Dougiem Fergusonem na basie, Andy Wardem za bębnami, Peterem Bardensem przy klawiszach i tym jednym, jedynym gitarzystą który tak poruszająco potrafi łkać przy pomocy gitary -Andy Latimerem.
Jeśli ktoś zapyta Was o definicję rocka progresywnego lat 70. -śmiało można udzielić odpowiedzi: ,,CAMEL: Mirage''. Tu jest wszystko czego oczekiwać można po rocku progresywnym lat 70. Kwintesencja gatunku.
                    
CD's

 ANDRZEJ JAGODZIŃSKI TRIO: ,,Chopin'' (CD 1994)

W ubiegłym roku obchodziliśmy ,,Rok Fryderyka Chopina'', w związku z tym z kompozycjami Chopina zmierzyło się wielu muzyków, również spoza środowiska (tu padnie nielubiane przeze mnie określenie): ,,muzyki poważnej''. Podczas trwania całorocznego festiwalu, kiedy to najróżniejsi muzycy sięgali po klasykę kompozytora, na mnie największe wrażenie zrobiły projekty Leszka Możdżera (wspaniała płyta: ,,Impressions On Chopin'', 2010), oraz ,,Rock Loves Chopin '' (projekt koncertowy, w który zaangażowani byli m.in. Marek Raduli i RYSZARD SYGITOWICZ).
Postanowiłem sięgnąć do przeszłości i dotrzeć do wcześniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji muzyki Fryderyka Chopina, nie sprowokowanych obchodami ,,Roku Chopinowskiego''. W swoich poszukiwaniach trafiłem na płytę nagraną w 1992 roku przez jazzowe trio ANDRZEJA JAGODZIŃSKIEGO, w skład którego oprócz lidera weszli: Adam Cegielski oraz legendarny perkusista Czesław ,,Mały'' Bartkowski.
Płytę ,,spina'' klamra w postaci otwierającego ,,Prelude in E minor'' i kończącej krótkiej impresji osnutej wokół tego tematu.
Na uwagę zasługuje jazzowe podejście do tematu z zachowaniem konwencji strukturalnej chopinowskich tematów. Tu nie ma rozbudowanych i rozimprowizowanych impresji osnutych wokół głównych tematów. Większość nagrań to czyste transkrypcje kompozycji Chopina zachowujące zamysł koncepcyjny Wielkiego Kompozytora, dokonane z wielkim szacunkiem dla oryginalnych zapisów nutowych. Wzorcowe mistrzostwo wykonawcze pod względem instrumentacji dalekie jest od późniejszego o 20 lat, jazzowego podejścia L.Możdżera. Tu nie ma popisów solowych tak daleko odbiegających od zamysłu twórczego Fryderyka Chopina, jakie znamy z późniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji.
Oczywiście teza jaką wysnułem może być przez niektórych poczytana jako brak polotu muzyków biorących udział w nagraniu, którzy mało włożyli w interpretację gotowych kompozycji. Dlatego płytę należy odbierać jako przetransponowanie Chopina na instrumentację jazzową, a nie własne interpretacje muzyków, odbiegające od tego co przed laty ułożył sobie w głowie Wielki Fryderyk.
Być może właśnie dzięki takim transkrypcjom, kolejni muzycy poszli dalej ,,ingerując'' w kompozycje i przedstawiając coraz to nowe i bardziej oddalone od oryginalnych kompozycji, własne spojrzenie na Chopina. Dlatego słuchając tego krążka należy mieć świadomość, iż nagrań dokonano 18 lat temu, kiedy mało kto porywał się na zmierzenie w sposób jazzowy z geniuszem Chopina.
Reasumując: uważam, iż słuchając kolejnych nagrań muzyków jazzowych czy rockowych będących swobodnymi impresjami wokół chopinowskich utworów, od czasu do czasu należy posłuchać tego rodzaju płyty, aby usłyszeć ,,Chopina na jazzowo'', lecz zagranego w sposób klasyczny.

 JEAN MICHEL JARRE: Oxygene 7-13 (CD 1997)

Kontynuacja historycznej już dziś płyty Jarre'a ,,Oxygene'' (1976). Jednego z dwóch (obok ,,Equinoxe'', 1978), albumów dzięki którym multiinstrumentalista i kompozytor zyskał światową sławę. Oczywiście można zadać sobie pytanie czy płyta z 1976 roku wymagała kontynuacji, bądź uzupełnienia pod postacią tego krążka, czy omawiana tu pozycja była po prostu przedsięwzięciem czysto komercyjnym, mającym na celu reanimację przygasającej gwiazdy Jarre'a w drugiej połowie lat 90. Czy traktować ten album jako samoistną płytę czy drugą część kompozycji z roku 1976?
Nie ulega wątpliwości fakt, iż pomimo że nagranie ,,Equinoxe 1-6'' dzieli od ,,7-13'' 21 lat -sposób realizacji i brzmienie obu krążków utrzymane jest w podobnej stylistyce i konwencji. Tutaj również mamy do czynienia z efektami stereofonicznymi znanymi z ,,pierwszej części'' i mozaikowymi układami melodycznymi tworzącymi poszczególne części. Po wielu jakże różnych płytach jakie ukazały się pomiędzy obydwiema płytami ,,Oxygene'', że wspomnę tu choćby taki album jak zbudowany na klimatach industrialnych ,,Revolutions'' (1988), Jarre wraca do brzmień, za które pokochali go miłośnicy muzyki elektronicznej; pastelowe dźwięki przebogato ozdobione efektami burzy, szumu morza, śpiewem ptaków itp, z których wyłaniają się urokliwe i często po prostu ,,wpadające w ucho'' rozwiązania melodyczne.
W roku 2005 w Gdańsku odbyło się spektakularne widowisko utrwalone zarówno na płycie CD jak i DVD: ,,Live From Gdańsk'', podczas którego to niebywale zabrzmiała jedna z części omawianej tu płyty: ,,Oxygene 8.''.

 ,,Krakowskie Zaduszki Jazzowe'' (CD 2000)

Inicjatorem wydania tej płyty, oraz jej producentem jest Jan Budziaszek, wieloletni perkusista zespołu SKALDOWIE, oraz autor wydanej kilka lat temu książki ,,Sam bym tego nie wymyślił''. On też jest pomysłodawcą corocznych mszy celebrowanych corocznie w kościele OO. Dominikanów na zakończenie festiwalu ,,Krakowskie Zaduszki Jazzowe''. Większość płyty stanowi zapis pięknie celebrowanej mszy za dusze zmarłych jazzmanów, ostatnie trzydzieści parę minut albumu natomiast to koncert jazzowy z udziałem JAROSŁAWA ŚMIETANY oraz zespołów OLD METROPOLITAN JAZZ BAND, JAZZ BAND BALL ORCHESTRA i New Bone.
W książeczce płyty Jan Budziaszek wspomina kiedy to pewnego razu po wypisaniu wszystkich bliskich na tzw. wypominki, dopisał na kartce... L.Armstronga. D.Ellingtona, K.Komedę i wielu innych muzyków i wpadł na pomysł zamówienia mszy za wielkich jazzmanów. O ,,zorganizowaniu'' mszy powiadomił swych przyjaciół muzyków, aby przybyli zabierając ze sobą instrumenty.
Zarejestrowana na tej płycie msza i koncert były trzynastą z kolei corocznie odbywającą się na zakończenie festiwalu.
Wspaniała idea! Słuchając na zakończenie brawurowo wykonanej ,,When The Saints'' odnosi się wrażenie zgoła odmienne od ponurego nastroju mszy świętej. Wszyscy tańczą? Być może... w niebie, słysząc z ziemi tą muzykę jaką po sobie pozostawili Ci Najwięksi ku naszej radości, ku pokrzepieniu...
Na szczególną uwagę z tej płyty zasługują ,,Impresje na temat Shiny Stockings Fr.Fostera'' w wykonaniu J.Śmietany.

 ELTON JOHN & Luciano Pavarotti: Live Like Horses (CDSP 1996)


Płytę ,,Love Songs'' ELTONA JOHNA mam w kolekcji od lat, niedawno jednak w ręce wpadła mi limitowana edycja tego wydawnictwa spakowana dodatkowo w tekturowe etui wraz z 20-minutowym singlem nagranym przez Eltona z Luciano Pavarottim. Jak łatwo się domyślić już jej z rąk nie wypuściłem :).
Płyta ,,Love Songs'' nie różni się niczym od ogólnie dostępnej wersji, natomiast singel dołączony do niej jest prawdziwym rarytasem. Na płytce znajdują się trzy wersje ,,Live Like Horses'': studyjna z Luciano Pavarottim, której próżno szukać na innych wydawnictwach, koncertowa z Pavarottim -pochodząca z albumu ,,Pavarotti & Friends For War Child'' (1996), oraz studyjna wersja Eltona -solo. Ponadto znajdziemy tu ,,I Guess That's Why They Call It The Blues'' wykonane przez ELTONA JOHNA podczas koncertu ,,Pavarotti & Friends'', a więc wersja również niedostępna na ,,długogrających'' płytach E.Johna.
Ot, ciekawostka!