[more]
Rozwijając tą myśl, doszedłem do wniosku iż ściągając pliki muzyczne z internetu nie tylko przyczyniamy się do zubożenia artystów i zamykania drzwi przed młodymi muzykami u progu kariery nie mogącymi sprzedać swoich płyt pod normalną postacią, lecz także sprawiamy iż to co najbardziej kochamy: Muzyka, staje się w tej formie czymś co przestaje mieć jakąkolwiek wartość. Doskonale wiemy bowiem, iż to co dostajemy za darmo i bez jakichkolwiek ograniczeń -często nie jest darzone współmiernym do rzeczywistej wartości szacunkiem.
Wierny pewnym zasadom opisuję w tym miejscu od czasu do czasu płyty, które pod postacią oficjalnych nośników trafiają do mojej kolekcji w postaci wspaniałych i ,,wymagających zaangażowania'' aczkolwiek ,,niemobilnych'' i mających opinię niewygodnych płyt winylowych, oraz wygodniejszych lecz co z tym się łączy nie posiadających tyle uroku i magii co winyle -płyt CD.
Oto kilka nowych jazzowych ,,kompaktów'', jakimi cieszę się od klku dni.
PRIVATE COLLECTION
JOE LOVANO: Trio Fascination (CD 1998)
JOE LOVANO to dziś niewątpliwie jeden z najlepszych saksofonistów jazzowych. Pochodzący z klasy GARY BURTONA w Berklee College Of Music jazzman, ma na swoim koncie współpracę z takimi muzykami jak choćby: JOHN SCOFIELD, CHET BAKER, WOODY HERMAN, MEL LEWIS, ELVIN JONES i JACK DeJONETTE.
Jest niezwykle wszechstronnym i płodnym jazzmanem, a jednym z jego projektów w latach 90. było zawiązanie Tria Fascination, którego skład stanowili oprócz lidera: Dave Holland (bas) i Elvin Jones (perkusja).
Pierwszy z nich to legendarny muzyk, mający na swym koncie wspólne nagrania z MILESEM DAVISEM (m.in. słynne płyty: ,,In A Silent Way'', 1969 i ,,Bitches Brew'', 1970), CHICKIEM COREA i ANTHONY BRAXTONEM (projekt CIRCLE), JOHNEM ABERCROMBIE i JACKIEM DeJONETTE (trio GATEWAY), oraz ALBERTEM MANGERSDORFFEM i ELVINEM JONESEM.
Drugi z muzyków, z którymi Lovano nagrał tą płytę to wzięty perkusista pracujący m.in. z DONALDEM BYRDEM, SONNYM ROLLINSEM, JOHNEM COLTRANEM czy DUKEM ELLINGTONEM.
Na płycie ,,Trio Fascination'' mamy więc muzyków z ,,górnej półki'', których nazwiska i dorobek są gwarancją muzyki najwyższej jakości, a logo wytwórni Blue Note umieszczone na krążku jest dodatkową gwarancją zarówno pod względem artystycznym jak i jakości technicznej nagrań. Lovano słyszymy na płycie grającego nie tylko na saksofonach (tenorowym, sopranowym i altowym), ale też na klarnecie.
Album zawiera dziesięć kompozycji lidera, zróżnicowanych klimatycznie i skierowanych w większości do bardziej zaawansowanych słuchaczy, choć znajdują się tu i rzeczy mogące przypaść do gustu odbiorcom mniej osłuchanym z improwizacjami jazzowymi, jak choćby ballada ,,Ghost Of A Chance'', w której saksofon maluje wspaniałą opowieść na tle pląsającego kontrabasu i ,,szemrania'' szczoteczkami Elvina Jonesa -to prawdziwa jazzowa perełka!
Tytuł płyty opatrzony jest dopiskiem ,,Edition One'', trzy lata później bowiem ukazała się płyta: ,,Trio Fascination. Edition Two'', na której znalazły się nagrania Lovano dokonane z trzema różnymi triami. Nie było już tam jednak tak znakomitych muzyków jak na omawianej płycie, uważanej przez smakoszy jazzu za zawierającą najlepsze dokonania JOE LOVANO z triem jazzowym jakie zostały zarejestrowane.
,,Lovano jest postrzegany jako jeden z najciekawszych tenorzystów lat 90.''
(Dionizy Piątkowski: ,,Encyklopedia Muzyki Popularnej: Jazz'')
LIONEL HAMPTON: Ring Dem Vibes (CD 1976 / 2000)
Najwięksi wibrafoniści jazzu? Trzy nazwiska: MILT JACKSON, GARY BURTON i LIONEL HAMPTON.
Płyta ,,Ring Dem Vibes'' jest reedycją albumu Hamptona z roku 1976 zatytułowanego: ,,Blue Star'', wydaną w serii pięćdziesięciu największych albumów jazzowych nagranych w Paryżu. Krążek wydany został w formie efektownego digipacka z dołączoną książeczką, a nagrania poddano 24-bitowemu remasteringowi, dzięki czemu materiał wypełniający CD brzmi wyśmienicie.
To kwintesencja tego co w jazzie osobiście kocham najbardziej: niezwykła ekspresja, wirtuozeria wszystkich muzyków, z których każdy zaznacza swą obecność wytrawnymi solówkami, oraz bardzo rozbudowane lecz przejrzyste i czytelne improwizacje. Lider nie jest muzykiem, którego słyszymy zawsze na pierwszym planie, lecz po prostu jednym z członków bandu. Oprócz wibrafonu: dużo wspaniale brzmiącej gitary (niezwykły wirtuoz: William Mackel), organy Hammonda (Reynold Mullins), sola perkusji (Sam Woodyard), saksofony (Michel Attenoux i Gerard Badini) a nawet wokal samego Hamptona, który choć wokalistą wybitnym nigdy nie był -ekspresją i witalnością potrafił sprawić, iż głosu jego słucha się wyśmienicie (choćby w otwierającym płytę utworze tytułowym, czy standardzie ,,On The Sunny Side Of The Street'').
Prawdziwym skarbem na płycie jest wspaniała interpretacja tematu Horace Silvera: ,,Psychedelic Sally''. W tym blisko 11-minutowym utworze Hampton wyprawia na swoich ,,cymbałkach'' niezwykłe zupełnie rzeczy, a W.Mackel wspomagany zawiłą linią kontrabasu Michela Gaudry osiąga chyba apogeum swojego gitarowego wirtuozerstwa (znam tylko jednego gitarzystę, który potrafi w taki sposób frazować... ale on ma na imię Jarek :-) . W połowie utworu pojawia się fantastyczna trąbka (Claude Gousset) ,,podpierana'' rockowo chwilami wręcz brzmiącym kontrabasem, po niezwykłej minucie sola zastąpiona saksofonem tenorowym G.Badiniego, który z kolei ustępuje miejsca fortepianowi (Raymond Fol). Całość zespala Hampton uderzający w wibrafon, sapiący do mikrofonu i pokrzykujący. Psychodeliczny jazz? Jak najbardziej! Jeśli coś takiego istnieje, to ,,Psychedelic Sally'' w tej interpretacji jest tego esencją.
Po psychodelii czas na bluesa. ,,Vibraphone Blues'': wokal Hamptona brzmi tutaj niczym śpiew rasowego bluesmana, charakterystyczne brzmienie hammondów i wspaniała gitara natomiast brzmią jakby z ,,innej bajki''. Te dwa utwory to opus magnum całego albumu!
Jak dobrze że są jeszcze takie płyty! Płyty, które nagrane zostały wiele lat temu a czekają na odkrycie. Dopiero teraz ,,odkryłem'' dla siebie ten album nagrany 35 lat temu i od teraz zostanie już ze mną na zawsze w Moim Muzycznym Świecie.
Za ,,pierwszym podejsciem'' wysłuchałem krążka dwukrotnie raz za razem, a później powtórzyłem sobie jeszcze raz ,,Psychedelic Sally'' i jeszcze raz ,,Vibraphone Blues''. Tak szybko nie pokryje się ta płyta kurzem na mojej półce - ) . Jak mogłem dotyczas bez niej żyć?
Podczas swojej długiej i owocnej kariery muzycznej Hampton grał m.in z LOUISEM ARMSTRONGIEM, BENNY GOODMANEM, ARTEM FARMEREM, QUINCY JONESEM, CHARLESEM MINGUSEM, CLARKIEM TERRY, STANEM GETZEM, OSCAREM PETERSONEM i ARTEM TATUMEM. Zmarł w 2002 roku w wieku 94 lat do końca życia pozostając aktywnym jazzmanem, mimo artretyzmu i udaru mózgu jakiego doznał podczas koncertu w Paryżu w 1991 roku (ostatni koncert zagrał w 2001 roku, na kilka tygodni przed śmiercią). Muzyka jaką po sobie pozostawił uczyniła go jednak nieśmiertelnym a dziś coraz to nowi miłośnicy jazzu odkrywają dla siebie kolejne jego nagrania, czego moja skromna osoba jest dowodem.
,,Gdyby nie było Hamptona z jego elektryzującymi improwizacjami, nieposkromionym dynamizmem, zadziwiającym entuzjazmem i najzwyklejszym umiłowaniem życia i muzyki, swiat byłby bez wątpienia inny''
(Dionizy Piątkowski: ,,Encyklopedia Muzyki Popularnej: Jazz'')
ADAM WENDT: Power Set (CD 2007)
Postać Adama Wendta znana jest nie tylko miłośnikom jazzu, bowiem jako utalentowany saksofonista jest również bardzo pożądanym muzykiem sesyjnym. Jego saksofon usłyszeć można na płytach m.in. takich wykonawców jak: GRZEGORZ CIECHOWSKI (,,Tak, tak!'', 1989), NOCNA ZMIANA BLUESA (,,Co tylko chcesz'', 1996; ,,Harmonijkowy as'', 2006) czy KASA CHORYCH (,,Rhythm & Plus'', 2006). W świecie jazzu znany jest jako muzyk zespołów WALK AWAY, YOUNG POWER i VINTAGE BAND, oraz przede wszystkim jako leader własnego POWER SET, pod szyldem którego nagrał trzy albumy a omawiana w tym miejscu płyta jest pierwszym z nich. Ponadto w roku 2007 ukazała się jego autorska płyta z utworami Krzysztofa KOMEDY: ,,Adam Wendt plays Komeda''.
Pierwszą płytę projektu POWER SET, w skład którego weszli oprócz lidera: Przemysław Raminiak (klawisze) i Marcin Jahr (perkusja) wypełnia 9 kompozycji Wendta i jedna propozycja klawiszowca tria: P.Raminiaka (fajna smooth -ballada ,,One More Song'').
Kiedy po zakończeniu czwartego nagrania (,,Crazy Eddie''), zabrzmiały pierwsze dźwięki ,,Seven Minutes'', już wiedziałem iż to jak dotąd najpiękniejsze nagranie płyty. Cudowna klimatyczna ballada jazzowa, podczas której P.Raminiak pojawia się z pięknymi partiami fortepianu zastępując saksofon wygrywający piękną nastrojową melodię. Doprawdy, kompozycja godna zyskania miana standardu i jestem przekonany, iż po jakimś czasie nim się stanie. Gościnnie na krążku pojawiają się też Robert Szydło (bas) i Artur Lesicki (gitara), bez którego ,,kaczkowania'' utwór ,,Brooklyn'' nie byłby tym czym jest... a jest kolejnym nagraniem z tej płyty, które umieściłem obok ,,Siedmiu minut'' jako najlepsze momenty płyty na swojej liście ,,killerów'' z przesłuchanych w ostatnich dniach płyt.
Bardzo udana płyta.

***
zdjęcia: skany, oraz collage fotografii z okładek płyt: R.R.