│  B  │ C │ D │ E │ F │ G │ H │  J  K │ L│ M│ N │ O P │ Q │ R │  T  │  U  │   │ W  Y Z

09 maja 2011

Dopóki kręci się płyta ...

Natrafienie podczas moich kolekcjonerskich poszukiwań na fabrycznie zafoliowaną płytę CD wyprodukowaną w 1985 roku sprowokowało mnie do wspomnień związanych z początkami rozpowszechniania się tego nośnika, który jak miało się okazać w kolejnych latach: zdominował rynek fonograficzny wypierając zeń kasety magnetofonowe i płyty gramofonowe. Dziś jak się okazuje; nawet ten doskonały nośnik jest zagrożony, lecz co jest najbardziej niepokojące: oznaczać to może w najbliższych dziesięcioleciach kompletny zanik kolekcjonerstwa płytowego, jako że kolejnym sposobem pozyskiwania muzyki na własny, prywatny użytek mogą okazać się zupełnie ,,niematerialne'' fizycznie pliki mp3 uzyskiwane różnymi sposobami poprzez wszechpanujący internet, a co z tym się wiąże: płyty przestaną się kręcić!

[more]

Coraz częstsze przypadki publikowania w sieci nowych albumów miast ukazywania się ich pod ,,normalną'' postacią na półkach sklepowych są tego wstrząsającego procederu namacalnym dowodem. Co więcej: postępowanie takie nie jest wyłącznie domeną młodych wykonawców, gdyż po ,,nowe technologie'' służące sprzedaży muzyki sięgają również starsi wykonawcy, pamiętający czasy gdy kolejną nagrywaną płytę należało podzielić na str.A i str.B, jak choćby wymieniany przeze mnie w tym miejscu jakiś czas temu JOSE FELICIANO, którego nowych, premierowych płyt od lat nie ma już pod postacią CD -dostępne są natomiast pliki udostępniane odpłatnie na oficjalnej stronie.
Podczas moich wędrówek po sklepach płytowych trafiam od czasu do czasu na oficjalnie wydawane ,,pendrivy'' (czy może ,,data travelery'') zawierające ,,plikozbiory'' muzyczne.
Czyżbyśmy rzeczywiście mieli być świadkami upadku kolejnego nośnika dźwięku?
Mam nadzieję, iż nie dane mi będzie doczekać dnia, gdy ostatnia na świecie płyta przestanie się kręcić.

Płyta CD została wynaleziona wspólnie przez Sony i Philipsa pod koniec lat 70-tych, a po raz pierwszy pokazana w fabryce PolyGram (Philips): 17.08.1982. Miesiąc później pierwsze odtwarzacze płyt zaczęto sprzedawać w Japonii (a jakże!), a do Stanów i Europy trafiły w marcu 1983. W roku 1986 katalog płyt dostępnych na nośnikach CD zawierał jednak dopiero ok. 5000 tytułów -nadal bowiem laserowe odtwarzacze płyt były uważane za artykuł luksusowy. W niektórych muzycznych audycjach radiowych odtwarzano eksperymentalnie muzykę bezpośrednio z płyt CD, a kiedy repertuar cotygodniowych ,,Wieczorów płytowych'' w Pr.II Polskiego Radia się wyczerpywał -apelowano do słuchaczy, którzy są w posiadaniu płyt kompaktowych o ich udostępnienie do jednorazowego odtworzenia na antenie. Jednym z pierwszych w Polsce posiadaczy odtwarzacza CD a co z tym się wiąże płyt z muzyką na nośnikach CD był Dionizy Piątkowski, który o swoich wyjazdach do Warszawskiego Radia z ,,kompaktami'' w ręce wspominał podczas kwietniowego spotkania w Mosinie:

,,Pamiętam że współpracowałem wówczas z ,,Trójką'', były takie rewolucyjne audycje -zabierałem wówczas takie małe urządzenie, które chodziło jak traktor i nazywało się odtwarzacz płyt kompaktowych -tego nikt w Warszawie nie miał.''

Swój pierwszy ,,dyskofon'' (taka wówczas funkcjonowała w Polsce nazwa) przywiozłem sobie z za granicy wraz z nową wówczas płytą JEAN MICHEL JARRE: ,,Revolutions'' w roku 1988. Słuchałem tej płyty ,,na okrągło'', dzięki czemu do dziś znam ją na pamięć :-) .
Niezwykłe dla mnie było wówczas to, iż bez względu na ilość odtworzeń płyty -jakość dźwięku nie ulegnie pogorszeniu; nie będzie ,,trzeszczeć'' bądź ,,szeleścić'' jak często odtwarzane płyty gramofonowe. Nie będzie też dokuczliwych szumów i ,,falowań'' dźwięku, znanych dotychczas z kaset magnetofonowych (jeśli na domiar złego wymieniliśmy w międzyczasie głowicę w magnetofonie -to już była tragedia! jak to wszystko optymalnie najlepiej ustawić przy pomocy małych wkrętaków?). Dźwięk był sterylnie czysty i wolny od jakichkolwiek zakłóceń -wydawało się że lepiej być nie może!
Trwałość płyt wydawała się nieskończona, dopiero po jakimś czasie pojawiły się pogłoski o rzekomym utlenianiu się płyt (na podobnej zasadzie jak rozmagnesowanie taśmy magnetofonowej), lecz jak dotąd nie słyszałem jeszcze o przypadkach zamilknięcia płyt CD (może to wszystko jeszcze przed nami -CD ma przecież dopiero 30 lat). W każdym razie: kiedy pojawiły się pogłoski o możliwości utlenienia się kompaktów, wymyślono pokrywanie ich warstwą 24-karatowego złota i coraz częściej luksusowe edycje niektórych tytułów poczęły ukazywać się w sprzedaży jako te ,,bardziej zabezpieczone'' przed ewentualnym utlenieniem, warstwą złota.
Podczas mojego ostatniego spotkania z WOJTKIEM KAROLAKIEM, Muzyk podczas rozmowy o płytach winylowych i ,,kompaktach'' stwierdził:

,,Płyty gramofonowe. Tak -to jest to co po nas -muzykach tak naprawdę zostanie. Za dwadzieścia lat przecież pierwsze wyprodukowane kompakty już nie będą grały, skoro ich żywotność określono na 50 lat. Nic dziwnego że coraz wiecej osób sięga dziś po winyle, bo okazać się może że to własnie one są najtrwalsze''.

Kilka ciekawostek:


* Sony początkowo miało zamiar produkować płyty CD o znanej dotąd śrenicy płyt gramofonowych, czyli: 12 cali, lecz ze względu na to iż wówczas zmieściłoby się na jednym krążku aż 12 godzin muzyki, postanowiono by średnica płyty pozwalała na zapis muzyki trwającej ok.1 godz. Nie chcąc wprowadzać nowych wielkości, ostatecznie zdecydowano się na 5,25 cala (12cm), czyli format ówczesnej dyskietki komputerowej (tzw flop disc).
* Zapis na płycie CD odczytywany jest w przeciwnym kierunku niż na płycie gramofonowej, tzn. nie od zewnątrz do środka, lecz od środka do zewnętrzej jej krawędzi, a długość spirali z zapisaną muzyką na płycie trwającej siedemdziesiąt parę minut to około 5 i pół kilometra!
* Niektórzy twierdzą, iż to Herbert von Karajan przekonał wynalazców płyty CD aby zwiększyć jej długość do 74 minut (dziś maksymalny czas płyty to 80 min.) tak by pomieścić można IX Symfonię Beethovena w całości na jednym krążku.

Oto kilka kolejnych płyt, które pod postacią CD trafiły do mnie w ostatnich dniach:

PRIVATE COLLECTION

 KENNY ROGERS: The Hit Singles Collection (CD 1985)

Jedna z pierwszych płyt CD wydanych przez MCA! Wydaną w 1985 roku płytę kompaktową udało mi się nabyć jeszcze zafoliowaną! Po 26. latach od zafoliowania, została otwarta i po raz pierwszy przesłuchana.
Chyba był to pierwszy oficjalny kompakt KENNY ROGERSA jaki ukazał się na świecie, gdyż edycje CD jego katalogowych albumów ukazały się dopiero w późniejszych latach.
Na skromnie wówczas wydanym krążku znalazło się 16 utworów jakie pierwotnie ukazały się na małych winylowych singlach. Nie jest to jednak coś w rodzaju swoistego ,,Greatest Hits'', gdyż brakuje tutaj takich hitów jak choćby: ,,The Gambler'' czy ,,Lady''. Znajdziemy tu jednak jeden z największych przebojów Rogersa: ,,Ruby Don't Take Your Love To Town'' czy nie ustępujący mu popularnością ,,Reuben James''.
Słuchając takich nagrań jak ,,Tulsa Turnaround'' czy ,,Elvira'' trudno jednoznacznie sklasyfikować KENNY ROGERSA jako piosenkarza country. W utworach tych dość wyraźnie bowiem brzmią echa bluesa czy nawet soul. Ba! Taki kawałek jak (siódmy na płycie): ,,Just Dropped In'' to czysta psychodelia spod znaku IANA HUNTERA czy SYDA BARRETTA!
Jedną z najpiękniejszych piosenek na płycie jest (druga po ,,Me And Bobby McGee'' w tym zbiorze) napisana przez Krisa Kristoffersona: ,,For The Good Times''. Następująca po niej ,,Something's Burning'' to z kolei pełna ognia wersja kompozycji MACA DAVISA utrzymana w wspaniałym klimacie muzyki rockowej końca lat 60-tych. Nie jest to jedyna kompozycja Davisa na tej płycie -drugą bowiem jest urocza piosenka ,,A Poem For My Little Lady'', trzecią z kolei kończąca płytę ,,hymnowa'': ,,I Believe In Music''. Słuchając tej płyty zostałem sprowokowany do odszukania w mojej kolekcji, oprócz winylowych płyt Rogersa, również płyty MACA DAVISA, który jest kompozytorem i wykonawcą wielkim acz niedocenionym, a w Polsce śmiem twierdzić iż zupełnie nieznanym.
Choć gwiazda tego dziś siedemdziesięcioparoletniego Pana z siwą brodą nieco przygasła, czar i urok takich wylansowanych przez niego piosenek jak: ,,Ruby Don't Take Your Love To Town'' czy jego własna wersja standardu K.Kristoffersona ,,Me And Bobby McGee'' są nieśmiertelne i na zawsze wpisały się grubą czcionką w historię zarówno muzyki country jak i szeroko pojętej muzyki pop.
To jeden z tych wielkich interpetatorów, dzięki którym wszystkie wykonywane przez niego piosenki, choć nie napisane przez niego ani nawet: dla niego -brzmią jak jego własne i zapadają w pamięci jako ,,Piosenki KENNY ROGERSA''.

 CARAVAN: Here Am I (CD 2005 /2000/)

Dla mnie grupa CARAVAN to przede wszystkim rewelacyjna płyta: ,,In The Land Of Grey And Pink'', będąca trzecim albumem zespołu z roku 1971, po który od czasu do czasu sięgam. Przyznam się jednak, iż nie byłem ,,na bieżąco'' w okresie reaktywacji zespołu w latach 90-tych. Z tym większą ciekawością sięgnąłem po płytę będącą reedycją albumu ,,Surprise Supplies'' (2000), nagranego na żywo w 1999 roku.  Z składu jaki pamiętam z płyty ,,In The Land ...'' pozostali: Pye Hastings (gitara, śpiew) i Richard Coughlan (perkusja).
Mimo to, już od pierwszych dźwięków albumu słychać iż rozwiązany na początku lat 80-tych, a reaktywowany 10 lat później zespół to nadal niewątpliwie jedna z największych grup rocka progresywnego jaka pojawiła się w historii i zarazem jedna z najbardziej niedocenionych grup w Kraju nad Wisłą. Zespół przez lata zachował charakterystyczne brzmienie tworzące coś w rodzaju mariażu muzyki folk z jazzem, podanego w iście rockowym sosie. W grupie pojawiły się wspaniale brzmiące skrzypce (G.Richardson) przywołujące na myśl dokonania grupy KANSAS (choćby fajne solo w utworze ,,Can You Here Me?'').
CARAVAN od czasu do czasu raczył nas dłuższymi formami w rodzaju suit rockowych. Na tym koncertowym albumie nie mogło być inaczej. Gdy wybrzmiała piękna ballada ozdobiona partiami fletu (,,All The Way''), pojawiły się dwie nieco dłuższe, kilkunastominutowe formy. Pierwsza z nich to zapowiedziana przez Hastingsa: ,,Very Smelly Grubby Little Oak'' -bajkowo rozbudowana suita, w której znalazło się miejsce zarówno na elektroniczne pejzaże (J.Schelhaas), solo fletu jak również na nieco dłuższe niż w pozostałych kompozycjach solo saksofonu. Drugi z dłuższych utworów wypełniających drugą część albumu to kończący całość 17-minutowy: ,,Love In Your Eye'' -to już prawdziwa uczta dla miłosników progresywnego brzmienia. Improwizujący na tle klawiszowo -skrzypcowych podkładów flet wywołuje skojarzenia z wczesnymi dokonaniami KING CRIMSON, a elektroniczne opracowanie tego dzieła przywołuje ducha PINK FLOYD z okresu ,,Echoes''.
Szkoda trochę, iż wyśmienitą okładkę pierwotnej edycji zastąpiono jakimś dziwolągiem plasycznym. Również jakość techniczna nagrań pozostawia wiele do życzenia, gdyż radość słuchania psuje wysoki poziom szumów. Czekam na lepszą edycję tej płyty, gdyż ta, która ukazała się w roku 2005 jest niestety wyjątkowo niechlujna a wkładka do CD pozbawiona jest jakichkolwiek informacji o tym gdzie, kiedy i w jakim składzie dokonano nagrań (wszystkie informacje zawarte w tekscie znalazłem w innych źródłach).
Polecam gorąco tą płytę, choć niekoniecznie w tym wydaniu z roku 2005 (seria ,,Noble Prices'').

 DIONNE WARWICK: My Friends & Me (CD 2006)

,,Moi Przyjaciele i ja'' -taki muzyczny prezent na 65. urodziny sprawiła sobie i swoim fanom DIONNE WARWICK. Wśród Przyjaciól Wokalistki znajdziemy na płycie takie głosy jak: Gloria Estefan, Gladys Knight, Cyndi Lauper czy OLIVIA NEWTON-JOHN. Płytę wypełnia 12 duetów i jedna piosenka firmowana solo. Doszukałem się jednak na tej płycie jeszcze dwóch -największych chyba  Muzycznych Przyjaciół Wielkiej Wokalistki: Burta Bacharacha i Hala Davida. Wśród czternastu bowiem piosenek na płycie aż dziewięć to kompozycje tej będącej bez wątpienia jedną z największych na świecie spółek kompozytorskich; dużo wspaniałych nieśmiertelnych standardów jak chocby: ,,Walk On By'', ,,Raindrops Keep Fallin' On My Head'' czy ,,Wishin' And Hopin''', ale też i mniej znane piosenki z teki wielkiego Bacharacha, jak: ,,Close To You'' czy ,,Message To Michael''. Warwick to etatowa wykonawczyni miniaturek Bucharacha od zawsze a wiele z tych piosenek DIONNE WARWICK nagrała już wcześniej na innych płytach. Wielu twierdzi, iż Warwick właśnie Bucharachowi i Davidowi zawdzięcza swą popularność, jaką zyskała jeszcze w latach 60-tych.
Napisałem, iż płytę wypełniają duety, lecz nie zawsze są to typowe duety piosenkarskie; w niektórych bowiem piosenkach ,,Przyjaciele'' przyśpiewują zaledwie Pani Warwick (choćby udział G.Estefan w otwierającej płytę ,,Walk On By'').
Trochę rozczarowała mnie nowa wersja jednej z najpiękniejszych piosenek świata: ,,Raindrops Keep Fallin' On My Head'' zaśpiewanej w duecie z niejaką (nijaką?) Kelis -podobnie jak reszta nagrań zaaranżowana w bardzo nowoczesny sposób, jednak w tym przypadku odczuwam, iż pewien czar tej piosenki jakby prysł w tej aranżacji. Podobnie jest z innym klasykiem Bucharacha: ,,I Say A Little Prayer''... a może po prostu jestem zbyt dużym tradycjonalistą nie lubiącym zbyt wielkiej ingerencji w kanon światowej piosenki, do którego bez wątpienia należą cudowne piosenki Burta Bucharacha :-) . Chociaż taka choćby ,,perełeczka'' jak ,,Anyone Who Had A Heart'', którą znam z starszych wykonań brzmi tutaj moim zdaniem (ozdobiona ,,głębokim'' wokalem Wynonny Judd) bardzo zgrabnie, poza tym nawet rap słyszalny w ,,The Windows Of The World'' bardzo mi ,,pasuje'' :-) .
Całkiem fajnie słucha się utworu Isaaca Hayesa ,,Deja Vu'' nagranego dla potrzeb tego albumu w soulowej (a jakże!) wersji czy bardzo nastrojowej ,,jacksonowej'' -,,Love Will Find A Way''.
Na szczególną uwagę zasługuje też duet z Gladys Knight: ,,I'll Never Love This Way Again'' oraz wspomniana ,,Wishin' And Hopin''' -zeszpecona co prawda beznadziejnie brzmiącym automatem perkusyjnym i podkładem elektronicznym robiącym wrażenie zagranego na dostępnych w marketach amatorskich organkach Casio, lecz uratowana wspaniałym głosem OLIVII NEWTON-JOHN -jednej z moich ulubienic światowej piosenki od zawsze.
W roku 1985 DIONNE WARWICK nagrała wyśmienitą płytę zatytułowaną ,,Friends'' -tam właśnie znalazła się piosenka ,,That's What Friends Are For'' (,,Od czego są Przyjaciele''), nagrana z udziałem m.in. ELTONA JOHNA, STEVIE WONDERA i Gladys Knight (o singlu z tą piosenką: CZYTAJ TU ). W tym samym roku Pani Warwick brała udział w sesji ,,We Are The World'', nagrywając wraz z wieloma Przyjaciólmi piosenkę, z której dochód przeznaczony był dla głodującej w okresie wielkiej suszy Afryki. To miłe, iż po dwudziestu latach ukazała się płyta, która powstała ponownie dzięki muzycznej przyjaźni wielu artystów, firmowana nazwiskiem jednej z największych dam światowej piosenki (do których zaliczyłbym też SHIRLEY BASSEY).
,,That's What Friends Are For''

.

http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=07lNdZx800p&login=w288&width=450&bg=ffffff

zdjęcia, collage zdjęć z okładek oraz skany: R.R.