│  B  │ C │ D │ E │ F │ G │ H │  J  K │ L│ M│ N │ O P │ Q │ R │  T  │  U  │   │ W  Y Z

12 maja 2011

Słuchać czy oglądać?

Z zasady nie kolekcjonuję muzycznych płyt DVD, wychodząc z założenia że Muzyki powinno się przede wszystkim słuchać a nie ją oglądać. Nie zawsze bowiem obrazy towarzyszące słuchanym dźwiękom pokrywają się z tymi, które buduje wyobraźnia podczas słuchania.

[more]

Oglądanie koncertu na ekranie nigdy nie zastąpi bezpośredniego udziału w wydarzeniu, a śmiem twierdzić nawet, iż nie jest tego namiastką,  bowiem częstokroć obraz pokazany na płycie DVD jest wręcz wypaczeniem prawdziwego koncertu poprzez ukazanie go obiektywami kilku czy kilkunastu nawet kamer. W tym momencie przypomina mi się opinia na temat koncertów DVD wygłoszona przez Piotra Kaczkowskiego, którego kilka lat temu dane mi było spotkać w Poznaniu:

,,Dla mnie koncert na DVD musiałby być wyświetlany na ogromnym ekranie i zarejestrowany jedną kamerą, najlepiej z miejsca w którym najprawdopodobniej mógłbym się znajdować. Wówczas być może byłaby to namiastka faktycznego uczestnictwa w koncercie. Inaczej to nie ma najmniejszego sensu''.

Jestem bardzo podobnego zdania, choć nie unikam w jakiś szczególny sposób koncertów na DVD i kiedy nadarza się okazja obejrzenia ciekawego występu -w miarę możliwości czasowych korzystam z niej. Płyt DVD nie traktuję jednak w sposób kolekcjonerski i nie dążę na przykład do skompletowania na półce wszystkich oficjalnie wydanych koncertów danego wykonawcy (co ma miejsce w przypadku płyt ,,tylko do słuchania'').
Osobno jednak traktuję muzyczne filmy dokumentalne czy biograficzne, bądź fabularne filmy z udziałem muzyków, lub też oparte na ich biografiach. Tutaj wymienię kilka filmów, które uważam za niezwykłe i wyśmienite wręcz pozycje w kategorii filmów biograficznych: ,,Ray'' (RAY CHARLES, wspaniała rola J.Foxxa!), ,,Backbeat'' (Stuart Sutcliffe, The BEATLES), ,,This Is Elvis'' (ELVIS PRESLEY), ,,The Doors'' -O.Stone'a (Jim Morrison, The DOORS, wyśmienita kreacja V.Kilmera), ,,Control" (Ian Curtis, JOY DIVISION), czy ,,What's Love Got To Do With It'' (TINA TURNER), oraz filmy stricte muzyczne, w których muzycy grają muzyków, lecz niekoniecznie samych siebie, jak: ,,The Wall'' -A.Parkera -poza wszelkimi klasyfikacjami! (Bob Geldoff, PINK FLOYD), ,,Dingo'' (MILES DAVIS), ,,Purple Rain'' (PRINCE) a także ,,ograny'' ,,Bodyguard'' (WHITNEY HOUSTON), który całkiem niedawno miałem okazję po raz n-ty obejrzeć.


Do jakiego stopnia jestem konserwatywny w podejściu do Muzyki jako zjawiska wyłącznie do słuchania, przekonałem się po raz kolejny jakiś czas temu dzięki koncertowemu albumowi ERICA CLAPTONA: ,,One More Car, One More Rider'' (2002). Jakiś czas byłem już posiadaniu tego wyśmienitego albumu koncertowego, gdy ukazała się jego nowa edycja: wydana w grubym pudełku, w którym oprócz dwóch znanych mi już płyt CD z zapisem koncertu, umieszczono też płytę DVD z zapisem video pochodzącego z tego samego występu. Jako miłośnik Claptona i zbieracz jego płyt, ochoczo zaopatrzyłem się w tą wzbogaconą o dodatkowy dysk edycję tego albumu, zastępując nią dotychczas posiadaną wersję dwupłytową. Koncert, po który na płytach CD często sięgałem by posłuchać świetnie brzmiących live utworów takich jak: ,,Reptile'', ,,Wonderful Tonight'' czy ,,Badge'' w wersji DVD wyłączyłem po kilkunastu minutach, znużony oglądaniem kilku starszych panów siedzących z gitarami, ubranych w kwieciste koszule niczym muzycy Buena Vista Social Club. Po jakimś czasie podjąłem próbę ponownie z podobnym skutkiem ... do dnia dzisiejszego nie obejrzałem jeszcze tego koncertu. Co gorsze: tak lubiany przeze mnie album koncertowy od czasu gdy posiadam jego wersję DVD, teraz wywołuje skojarzenia z widokiem przytupującego gitarzysty siedzącego na stołku w wzorzystym wdzianku. Czar prysł.
Ostatnio zaopatrzyłem się w dwa koncerty na DVD, lecz przede wszystkim ze względu na to iż ścieżki dźwiękowe tych koncertów są dla mnie niedostępne na płytach audio. Słuchałem i oglądałem jednocześnie, a o tym co widziałem i co słyszałem -poniżej :-) :

PRIVATE COLLECTION

DVD's

 AMERICA: Live (DVD 1979)


Czterdziestoparominutowy zapis fragmentów koncertu AMERICA, jaki odbył się w 1979 roku w nowojorskim Central Parku wydany został dość niechlujnie, gdyż oprócz roku i miejsca koncertu oraz tytułów utworów, wydawca nie wysilił się by podać informacje choćby o wieloosobowym składzie muzyków goszczących na scenie, lub dokładnej dacie koncertu, jaki domyślając się po obejrzeniu płyty odbył się w ramach jakiegoś festiwalu. Liczyłem na napisy końcowe, ale tych także brak (!).
Jakość zarówno dźwięku jak obrazu pozostawia również bardzo wiele do życzenia, na domiar złego: montażu dokonano w sposób wyjątkowo niestaranny, nie dbając o płynność dźwięku pomiędzy utworami.
Na szczęście liczne ujęcia publiczności wspólnie odśpiewującej teksty piosenek, oraz zastosowanie w połowie filmu dodatkowych efektów w postaci np. nakładania na rzeczywisty obraz widoku pięknego zachodu słońca lub retrospekcji w rodzaju ,,slow motion'' podczas niektórych utworów pozwoliły w niektórych momentach oderwać uwagę od kiepskiego dźwięku.
W roku 1979, kiedy odbywał się ten koncert AMERICA był zespołem u szczytu popularności, który łączył w sobie melodyjność i przebojowość z zadziornością rocka. W Polsce nigdy grupa nie zyskała wielkiej popularności -zabrakło tu chyba tego co miał inny, bardzo podobny w swej ,,amerykańskości'' zespół: EAGLES -AMERICE zabrakło po prostu takiego ,,Hotelu California''.
Podczas koncertu zespół wykonał m.in. swe największe przeboje takie jak: ,,Ventura's Highway'', ,,I Need You'', czy przede wszystkim wspaniały: ,,A Horse With No Name''. Ten ostatni, niestety wykonany w szybszej niż wersja studyjna wersji, co odebrało część magii tej wspaniałej piosence.
Nie wiem czy koncert ukazał się w jakiejkolwiek innej edycji. Jeśli nie -to warto posiąść to wydawnictwo jedynie ze względów czysto dokumentalnych.

 PETER CETERA: Live (DVD 2003)


Właściciel jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów w muzyce rockowej w 1985 roku zdecydował się opuścić szeregi CHICAGO i realizować swe muzyczne inspiracje solo. Już rok później ukazała się jego wspaniała płyta, która jest moim ulubionym jego krążkiem: ,,Solitude / Solitaire'' (1986) i gości od czasu do czasu w kieszeni mojego odtwarzacza. Płyta w Stanach zyskała tytuł ,,platynowej''.
Cetera nigdy jednak do końca nie uwolnił się z ram CHICAGO i zawsze już chyba kojarzony będzie z tą grupą. Sam zresztą nie zabiega o to by miało być inaczej, wykonując na koncertach materiał pochodzący w większości z repertuaru zespołu.
Tak było też w Salt Lake City (Utah) 19 października 2003 roku podczas koncertu na trasie ,,Peter Cetera's Symphonic Tour'', gdzie wraz z Utah Symphonic Orchestra i własnym zespołem oraz wspomagającą go wokalnie Kim Keyes wykonał najsłynniejsze swoje utwory pochodzące zarówno z repertuaru solowego jak i przebogatego dorobku grupy CHICAGO. Wszystkie kompozycje zostały na nowo zaaranżowane dla potrzeb Orkiestry Symfonicznej, lecz nie pozbawiono ich charakterystycznego nastroju i klimatu, znanego od lat z pierwotnych wykonań i nagrań płytowych.
Pięknie zabrzmiały wykonane wraz z orkiestrą tak znane choćby od lat tytuły jak: przepiękna ballada: ,,If You Leave Me Now'', pochodzący z solowego dorobku Cetery przebój: ,,Glory Of Love'', monumentalnie opracowane: ,,25 Or 6 To 4'' (choć w tym przypadku zdecydowanie wolę wersję oryginalną z niezastąpioną sekcją dętą), czy przede wszystkim wzruszająca: ,,Hard To Say I'm Sorry'' -wykonana wraz z wspaniałą instrumentalną kodą znaną z dużej płyty (a ,,wyciętą'' w wersji singlowej), która oszałamiająco zabrzmiała w wykonaniu Utah Symphonic Orchestra.
Przekaz wideo koncertu pozbawiony jest jakichkolwiek efektów dodatkowych -za co w tym wypadku jestem wdzięczny realizatorom. Nie mogę natomiast (po raz kolejny oglądając koncert na DVD) zrozumieć: jak można tak: sfuszerować, spartaczyć, skopać, zawalić... (dalej ingerowałaby chyba cenzura) ...montaż?! Szlag mnie trafia gdy głos Cetery dziękującego za owacje po wykonanym utworze zostaje w połowie słowa urwany, a kolejny utwór rozpoczyna się od drugiej nuty! Czy naprawdę tak trudno to płynnie i starannie zmontować?! Przecież ludzie biorący gdzieś w Stanach grube pieniądze za to -są chyba świadomi tego, iż ich ,,twór'' ,,pójdzie w świat'' i ktoś to przecież będzie oglądał i tego słuchał... być może przez lata całe. Brak umiejętności, niechlujstwo, niedbalstwo? A może po prostu najzwyczajniejszy brak szacunku dla wrażliwych słuchaczy (widzów)? PETER CETERA -na szóstkę! Realizatorzy montażu -poniżej jakiejkolwiek noty.
-------------------------------------------------------------------
Jakiś czas temu pisałem w tym miejscu o insertowej wersji albumu: ,,Christmas Peace'' ELVISA PRESLEYA okrojonej w tej wersji do 15 utworów. W ostatnich dniach w związku z nadchodzącą zimą :-) , zaopatrzyłem się w pełną wersję tego krążka zawierającą 20 nagrań ...a chwilę później w dwupłytową edycję zawierającą na drugim krążku 20 pieśni gospel. Pora pomyśleć o bombkach na choinkę :-) .

CD


 ELVIS PRESLEY: Christmas Peace (2CD's 2003 /1957-1973/)


Elvis nagrał dwa oficjalne albumy świąteczne (,,Elvis' Christmas Album'', 1957, oraz ,,Elvis Sings the Wonderful World of Christmas'', 1971) i trzy płyty z pieśniami gospel (,,How Great Thou Art'', 1967, ,,You'll Never Walk Alone'', 1971 oraz ,,He Touched Me"). Przez całe lata od premiery tych krążków co jakiś czas ukazują się najróżniejsze kompilacje złożone z utworów pochodzących z tych płyt. Jest tego ogrom w samym katalogu rodzimej wytwórni Elvisa -RCA, natomiast różne mutacje ukazujące się nakładem innych wytwórni płytowych to przysłowiowa ,,studnia bez dna''. Sam jestem w posiadaniu wielu różnych zestawów gospel i świątecznych piosenek, jakie ukazywały się latami na płytach winylowych.
Śmiem twierdzić, iż zestaw ,,Christmas Peace'' wydany w 2003 roku w wersji zarówno jednopłytowej (wyłącznie piosenki bożonarodzeniowe) jak i dwupłytowej (druga płyta:gospel) jest jak dotąd najpełniejszym i najbardziej obiektywnym zestawem świątecznych piosenek (płyta 1), oraz utworów gospel (płyta 2).
Zestaw zawiera niemal wszystkie piosenki z obu świątecznych longplayów Elvisa, oraz 17 utworów wybranych z trzech płyt zawierających pieśni religijne.
Oczywiście jako bardzo zaangażowanego miłośnika Presleya są rzeczy, które mnie drażnią, ale nie spotkałem się dotąd z zestawem ,,zgrabniejszym'' od tego wydawnictwa.
A co mnie drażni? Brak w zestawie jednej z najpiękniejszych w moim odczuciu pieśni: ,,Take My Hand, Precious Lord'' (pochodzącej z płyty ,,Elvis' Christmas Album'' lecz będącej utworem gospel), notabene: jest to jedyne nagranie z obu świątecznych longplayów Elvisa, które w tym zestawie pominięto, oraz brak ,,You'll Never Walk Alone" -jednej z najsłynniejszych pieśni wspaniale zinterpretowanej przez Króla. Zdaję sobie sprawę z tego, iż jakikolwiek wybór zawsze nie jest w stanie wszystkich zadowolić -więc nie upieram się przy swoim, lecz dzielę się swoimi subiektywnymi odczuciami. Natomiast nie ma żadnego wytłumaczenia dla karygodnej wręcz amputacji fortepianowego intro z oryginalnej znanej z wcześniejszych płyt, wersji kolędy: ,,Silent Night'' -tego doprawdy nie mogę zrozumieć! Sprowokowany tym, jeszcze raz upewniłem się czy na pewno wydawnictwo firmuje RCA (przynależne teraz gigantowi BMG). Wstyd!
Poza tą wpadką, nie mam zastrzeżeń co do jakości dźwięku: wszystkie utwory zostały wspaniale cyfrowo oczyszczone dzięki czemu słucha się ich z podobną przyjemnością do nagrań wypełniających jedno z ostatnich wielkich przedsięwzięć RCA -płyt: ,,Elvis 30 #1 Hits'' (2002) i ,,Elvis 2nd To None'' (2003). Swoją drogą; wydawnictwo to może stanowić wspaniałe uzupełnienie tych dwóch albumów dla osób chcących posiadać na półce Elvisa ,,w pigułce''.
Płyty zostały bardzo starannie wydane, a książeczka do nich dołączona zawiera ciekawy tekst wprowadzenia, dokładne dane dotyczące każdego nagrania oraz reprodukcje okładek płyt Elvisa, z których skompilowano ten zestaw.

Kilka ciekawostek:
 
-  Pierwszy świąteczny album Elvisa: ,,Elvis' Christmas Album'' (1957) został wytłoczony na całym świecie w łącznej ilości 9 milionów egzemplarzy stając się najlepiej sprzedającą płytą w kategorii albumów bożonarodzeniowych

-  Piosenka  „Merry Christmas Baby” została nagrana o drugiej  w nocy w maju 1971 roku, a by stworzyć odpowiedni nastrój całe studio zostało udekorowane świątecznymi ozdobami.

-  Autor piosenki ,,White Christmas'' -wielki Irving Berlin, po usłyszeniu jej w wykonaniu Elvisa w 1957 roku, nazwał tą interpretację ,,profanacją i parodią pieśni neopogańskich", oraz zażądał wprowadzenia zakazu jej odtwarzania przez stacje radiowe.

-  Zdjęcie Elvisa na okładce omawianego wydawnictwa ,,Christmas Peace'' (2003) jest tym samym, jakie znalazło się na okładce singla „Heartbreak Hotel” (1956), które nałożono na zdjęcie zaśnieżonego parku.
-------------------------------------------------------------------

zdjęcie oraz skany okładek: R.R.