│  B  │ C │ D │ E │ F │ G │ H │  J  K │ L│ M│ N │ O P │ Q │ R │  T  │  U  │   │ W  Y Z

09 czerwca 2011

American & European Songbook

Pełne elegancji i jedynego w swoim rodzaju szyku, swingujące i zawsze ocierające się w większym lub mniejszym stopniu o jazz -amerykańskie standardy i piosenki nowsze z Europy, których część dołącza do grona nieśmiertelnych.
George Gershwin, Duke Ellington, Cole Porter, Irving Berlin ale też: Burt Bacharach, Andrew Lloyd Webber, spółki kompozytorskie: E.John-B.Taupin, Lennon-McCartney i wielu młodszych twórców z Europy i Ameryki, których piosenki dołączają do grona światowych evergreenów.
Rod Stewart może spać spokojnie -będzie miał co śpiewać do końca życia.

[more]

Standard, zwany dalej ,,evergreen'' (,,wiecznie zielony - wiecznie młody'') to utwór muzyczny napisany wiele lat temu, wykonywany w różnych aranżacjach przez różnych wykonawców na przestrzeni wielu lat. Co do takiej definicji chyba wszyscy jesteśmy zgodni. Do niedawna wielu krytyków muzycznych uważało, iż tego określenia powinno się używać jedynie w stosunku do kompozycji powstałych w okresie przed II wojną światową. Upływ czasu, oraz pojawienie się wielu nowych, wspaniałych piosenek przyczyniły się do konieczności zweryfikowania tych zasad. Dziś do grona światowych standardów zaliczamy zarówno kompozycje z złotego okresu ,,Tin Pan Alley'' (przełom XIX i XX wieku), tematy powstałe dla potrzeb wodewili i musicali w okresie miedzywojennym, jak i utwory z lat 60-tych i 70-tych, które nie okazały się ,,przebojami jednego sezonu'', lecz przypominane od czasu do czasu w różnych wersjach przez kolejnych wykonawców udowadniają swą nieśmiertelność i ponadczasowość.
Oto kilka płyt, jakie w ostatnim czasie dołączyłem do swej kolekcji, a na nich różne oblicza ,,wiecznie zielonych'' piosenek. 

PRIVATE COLLECTION


 MANHATTAN TRANSFER: The Manhattan Transfer /CD 1975/

MANHATTAN TRANSFER to jedyna w swoim rodzaju jazzowa grupa wokalna świata -zwykło się mawiać iż MANHATTAN TRANSFER zaśpiewa wszystko. Trudno nie zgodzić się z tą tezą słuchając tak różnorodnych stylistycznie piosenek jak utrzymany w stylistyce amerykańskich przebojów doo-wop drugiej połowy lat 50-tych: ,,Gloria'' (1975), jazzujący acz utrzymany w stylistyce pop, romantyczny przebój: ,,Chanson d'amour'' (1977), czy wielki dyskotekowy hit: ,,Twilight Zone'' (1979) i niesamowita wręcz brawurowa interpretacja ,,Birdland'' Joe Zawinula nagrodzona Grammy Award za aranżację wokalną. W jakiejkolwiek stylistyce utrzymane są utwory wykonywane przez zespół -cechuje je zawsze najwyższa, perfekcyjna jakość interpretacji.
Zespół założony został w 1969 roku przez Tima Hausera -niekwestionowanego lidera formacji i kierownika zespołu.
Płyta zespołu zatytułowana po prostu ,,The Manhattan Transfer'' wydana w 1975 roku przyniosła kwartetowi wielki ogólnoświatowy sukces.
,,Tuxedo Junction'' otwierający płytę jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wokalnych tematów jazzowych, a zarazem był to największy przebój z tej płyty, którego doskonale słucha się po ponad 35. latach. ,,Operator'' to swingujący utwór niezmiennie wywołujący u mnie podczas słuchania odruch ,,pstykana'' palcami :-) . ,,Gloria'' z kolei to wyśmienita piosenka-pastisz popularnych przebojów drugiej połowy 50-tych. W klimacie muzyki dyskotekowej połowy lat 70-tych natomiast utrzymany jest ,,Clap Your Hands''. Ukłonem w stronę czystej stylistyki swingu jest ,,That Cat Is High'' ozdobiony wyśmienitą solówką gitary wspaniałego Iry Newborna -a la Django Reinhardt. Newborn i jego gitara akustyczna stanowi też jedyny akompaniament dla wspaniałego ,,Java Jive'' (któż nie zna uroczego refrenu: ,,I Love Coffee, I Love Tea...'').
Nie znam drugiej jazzowej grupy wokalnej, która byłaby w stanie choćby zbliżyć się do poziomu reprezentowanego przez MANHATTAN TRANSFER, a przypomnienie sobie płyty dzięki której świat usłyszał o zespole, tym bardziej utwierdziło mnie w tym przekonaniu.
>Who Is Who: Manhattan Transfer


 SHIRLEY BASSEY: That's What Friends Are For (CD 2003)

Wielki Głos -Wielka Dama Swiatowej Piosenki! Kobieta, dla której obejrzałem trzy filmy o przygodach Jamesa Bonda, tylko by usłyszeć w nich Jej głos :-) .
Niedawno w tym miejscu pisałem o płycie: ,,Forever'' (2009), a dziś o innym krążku Dame Shirley Bassey, który ostatnio zdobyłem.
Płytę z 2003 roku Artystka poświęciła piosenkom pochodzącym pierwotnie z repertuaru swoich muzycznych przyjaciół, takich jak: Jennifer Rush, FOREIGNER, The BEATLES, DIONNIE WARWICK, ELTON JOHN, WHITNEY HOUSTON, The COMMODORES i innych.
Słuchając Jej wielkiego, mocnego głosu doprawdy wierzę, iż tak jak śpiewa w pierwszej piosence na płycie (,,How Do You Keep The Music Playing?''): ,,The Music Is Never End!''.
Jest niezwykłą interpretatorką, dzięki czemu płyta brzmi bardzo spójnie i w żadnym wypadku nie robi wrażenia albumu zawierającego covery. Szkoda jednak, iż zabrakło na płycie brzmienia prawdziwej orkiestry, na tle której ten jeden z największych głosów swiatowej piosenki brzmi najlepiej. Plastikowe brzmienie instrumentów elektronicznych drażni od początku płyty -doprawdy Pani Bassey zasługuje przecież na wielką orkiestrę pod batutą wielkiego maestro! Szkoda. W pamięci mam ciągle Jej płyty z lat 70-tych i 80-tych, na których głosowi Bassey dobra orkiestra dodawała jeszcze większego dostojeństwa. Pomimo to płyty słucha się przyjemnie; zapomnieć można o tym iż ,,The Power Of Love'' była wielkim przebojem J.Rush, a takie ,,Still'' śpiewał kiedyś facet. Niezwykła ekspresja i prawdziwe uczucia jakie SHIRLEY BASSEY przekazuje w piosenkach, wzrusza i wywołuje emocje podczas słuchania. ,,All I Ask Of You'' pochodzące z ,,Phantom Of The Opera'' Andrewa Lloyd Webbera wzrusza, a hit ,,I Want To Know What Love Is'' pamiętany z ,,męskiej'' wersji FOREIGNER, w kobiecej interpretacji Tej Kobiety zyskuje zupełnie inny wymiar. Co za głos! Co za dynamizm!
Wielkim szacunkiem darzę Jej wersję ,,Something'' Beatlesów, uważając ją za najlepszą spośród mi znanych (poza oryginałem). Na płycie ,,That's What Friends Are For'' umieszczono kolejny klasyk The BEATLES: ,,Yesterday''. Cóż, niestety brak odpowiedniej aranżacji na dużą orkiestrę zniszczył to nagranie, czyniąc je po prostu przeciętnym. Podobnie odbieram utwór tytułowy, w oryginale wykonany przez D.Warwick, E.Johna, S.Wondera i G.Knight; tutaj nagranie ratuje ciekawie brzmiący saksofon i zmiany rytmiczne. Nic nie ratuje natomiast nowej wersji przepięknej w oryginale piosenki ELTONA JOHNA: ,,Sorry Seems To Be The Hardest Word'' zniszczonej płaskim brzmieniem instrumentów elektronicznych, które na siłę, z żałosnym skutkiem próbują imitować brzmienie orkiestry. Twierdzę, iż wersja a capella tego nagrania zabrzmiałaby zdecydowanie lepiej.
Ciekawie brzmi ,,Greatest Love Of All'' zaśpiewane wielkim głosem lecz o zupełnie innej barwie niż wspaniały głos WHITNEY HOUSTON.
Podsumowując: płyta byłaby wyśmienita, gdyby zdecydowano się zainwestować w nagranie jej z prawdziwą orkiestrą. Jakże niegodnie i tandetnie oprawiono to wybitne dzieło sztuki jakim jest Głos SHIRLEY BASSEY.
,,Dio Come Ti Amo'' wycisza się kończąc płytę a ostatnie słowa jakie wyśpiewuje S.Bassey to wyciszające się wyznanie: ,,I Love You''... byłoby to piękne zakończenie płyty, tylko co do cholery robią tam te elektroniczne wstawki przywodzące na myśl złote lata ,,new romantic''?


 KRZYSZTOF KRAWCZYK: Mona Lisa. Amerykańskie piosenki (CD 2004)


BRYAN FERRY, ART GARFUNKEL, WILLIE NELSON i przede wszystkim ROD STEWART -to Artyści, którzy w ostatnich latach oddali własnymi interpretacjami hołd wielkim standardom amerykańskiej piosenki. W Polsce amerykańskie evergreeny ,,wziął na warsztat'' KRZYSZTOF KRAWCZYK. Płyta ,,Mona Lisa. Amerykańskie piosenki'' to produkcja na najwyższym światowym poziomie w niczym nie ustępująca płytom wyżej wymienionych artystów. W sesjach nagraniowych wzięło udział wielu wspaniałych muzyków, spośród których wymienię w tym miejscu choć dwa najbardziej znane nazwiska: Piotr Kałużny (piano) i Zbigniew Wrombel (kontrabas).
Płyta jak łatwo się domyslić niczym nie zaskakuje, jest jednak potwierdzeniem tezy że: ,,Polak potrafi''. Pięknie zaaranżowanych i wykonanych w ciekawej manierze wokalnej utworów można słuchać bez końca. Krawczyk nie starał się być oryginalnym i nie wprowadził do jedynego w swoim rodzaju swingowo -jazzowego klimatu amerykańskich piosenek jakichś  innowacji  -i dobrze. Szkoda tylko, iż w części piosenek śpiewa dziwnym, niepodobnym do siebie chrapliwym głosem. Efekt? Coś pomiędzy R.Stewartem a L.Armstrongiem. Może tak własnie być miało, gdyż w pięknej, kolorowej książeczce dołączonej do płyty Artysta umieścił dedykację: 

,,Dziękuję ci Rod, że ocaliłeś od zapomnienia te piękne piosenki. Płytę dedykuję z głębi serca pamięci wielkiego Satchmo -Louisa Armstronga, który kiedyś poruszył struny mego serca i duszy... Krzysztof Krawczyk'' 

 
Ja zdecydowanie wolę jednak Krawczyka, śpiewającego swoim własnym, jakże niezwykłym i niezmiennym od wielu lat głosem takie piosenki jak: ,,Mona Lisa'' czy choćby: ,,Somewhere Over The Rainbow''. ,,Chrapliwy'' głos Piosenkarza natomiast dominuje m.in. w ,,I Left My Heart In San Francisco'', ,,'Till There Was You'' czy ,,Don't Get Around Much Anymore'' i nie są to piosenki, które w tej interpretacji mogą być wyjątkowo ciekawe dla miłosników ,,głosu Krawczyka''.
Przypomnę, iż podczas trasy promującej ,,wiecznie tworzone dzieło życia'' RODA STEWARTA (serial płytowy, który wkrótce będzie mógł najprawdopodobniej poszczycić się większą ilością odcinków niż ,,Moda na sukces''); ,,The Great American Songbook'', miało miejsce niecodzienne spotkanie: na jednej scenie, śpiewając w duecie: ,,Don't Get Around Much Anymore'' wystąpili wspólnie: K.Krawczyk i R.Stewart. Pomysł nagrania własnej płyty w stylu ,,American Songbook'' zrodził się najprawdopodobniej wówczas, choć fascynacje Krawczyka swingiem i jazzem amerykańskim sięgają końca lat 50-tych, kiedy to wraz ze swym ojcem podczas seansu kinowego, mały Krzyś został oczarowany LOUISEM ARMSTRONGIEM. Warto pamiętać też, iż Piosenkarz spędził 10 lat w Stanach Zjednoczonych, gdzie podczas koncertów nie raz zdarzało mu się śpiewać amerykańskie przeboje. Pomimo, że zarzucani jesteśmy ostatnio podobnymi pozycjami ze świata, dobrze że ukazała się taka płyta: nagrana i wyprodukowana w Polsce. Taka nasza polska Ameryka :-) .
Na uwagę zasługuje fakt umieszczenia w książeczce tłumaczeń tekstów piosenek oraz krótkiego wstępu, a także bardzo estetyczna edycja płyty (okładkę zeszpecił jednak niestety żółty trójkąt, który zamiast pojawić się w formie łatwo zdejmowanej nalepki -został wydrukowany!).

zdjęcie oraz skany okładek: R.R.