[more]
W związku z wydaniem nowej płyty JARKA SMIETANY i WOJTKA KAROLAKA: ,,I Love The Blues'', na różnych stronach internetowych pojawiły się informacje o tym krążku. Czytając na kolejnych stronach niemal identyczne teksty odkryłem, iż każdorazowo jest to ten sam elaborat firmowany jednak przez różne strony, za każdym razem nieco modyfikowany przez kolejnego ,,autora''. Będąc administratorem zakładki: ,,Koncerty i aktualności'' na Oficjalnej Stronie Jarka Śmietany za pierwszym razem umieściłem zwyczajowo ten tekst jako nową informację jaka pojawiła się w internecie. Wszystkie kolejne późniejsze jego ,,mutacje'' jednak zignorowałem uważając, iż nie ma sensu publikować jeszcze raz tego samego tekstu, w którym kolejny ,,muzykoznawca'' zmienił zaledwie jedno zdanie. Co ciekawe: żaden z kolejnych ,,publicystów'' nie przywrócił nawet kobiecości Z-STAR, odebranej jej przez pierwszego autora nazywającego ją ,,wokalistą''. Od wielu dni odkrywam ten periodyk w internecie na kolejnych stronach, umieszczany na zasadzie bezmyślnego: ,,kopiuj -wklej''.
O różnicy między ,,zawodowstwem'' a ,,amatorstwem'' w dziedzinie dziennikarstwa muzycznego pisałem w kwietniu -wszystkich zainteresowanych odsyłam do tekstu: ,,Rok piszę blog, czyli tańczenie o architekturze''.
Czasy, gdy decydenci działający w środkach masowego przekazu czuli się odpowiedzialni za kształtowanie kultury czytelników i wiarygodność publikowanych tekstów z dziedziny szeroko pojętej kultury -minęły. W zamierzchłych, znienawidzonych dziś czasach poprzedniego ustroju zwykło się mawiać iż: ,,prasa, radio i telewizja -kłamią''. Wówczas jednak niektórych dziennikarzy muzycznych i zwykłych miłośników muzyki nie dzieliła taka przepaść jak dziś.
Rozmawiając z dziennikarzami i krytykami muzycznymi z tzw.,,starszego pokolenia'' możemy dowiedzieć się jak wiele trudu przed laty kosztowało ich zdobycie nowej płyty, by móc następnie o niej napisać i podzielić się wrażeniami z czytelnikami, bądź zaprezentować ją na antenie radiowej oraz jak wielkim wówczas zaszczytem była możliwość napisania recenzji nowej płyty znanego wykonawcy. Dzięki takiemu podejściu do tematu, czytając bądź słuchając opinii recenzenta, mogliśmy w jakimś stopniu polegać na jego opinii. Bardzo prawdopodobne było bowiem, iż jeśli podzielaliśmy jego zdanie na temat innych płyt -w przypadku tej kolejnej -nowej, której jeszcze nie znamy -będzie podobnie. Często właśnie dzięki temu co usłyszeliśmy od krytyka czy dziennikarza, do którego mieliśmy zaufanie -podejmowaliśmy decyzję o zakupie tej czy innej płyty. Dziś coraz trudniej trafić na obiektywną recenzję płyty nawet w tych uważanych powszechnie za fachowe czasopismach. Wiadomo: publikuje się teksty, które przynieść mogą zyski w postaci zwiększonej sprzedaży płyt, a te inne najzwyczajniej w świecie nie powstają w ogóle, bądź kończą w koszu Redaktora Naczelnego. Po co się komuś narazić -prawda?
Prawdziwi Miłośnicy Muzyki, którzy przed laty kształtowali naszą świadomość kulturalną poprzez pryzmat swojej miłości do muzyki zeszli dziś do,,podziemia''. ,,Na firmamencie'' pozostała jednak część z nich, która dostosowała się do nowych czasów, odrzucając dawne ideały i wpasowując się w nowe ramki za cenę swych przekonań (ze zgrozą trafiłem ostatnio w TV na reklamę pewnego banku z udziałem szanowanego przed laty dziennikarza muzycznego).
Przed kilku laty zaprzestałem słuchania ostatniej ,,publicznej'' stacji radiowej, która najdłużej jeszcze utrzymywała jako taki poziom, w momencie gdy prezenterzy i dziennikarze tej stacji przestali być obiektywni, stając się ,,prostytutkami'' czerpiącymi zyski z odtwarzania takiej a nie innej muzyki i zachwalania płyt, nad którymi stacja objęła tzw. ,,media patronat''.
Czy ideologia cenzorów poprzedniego ustroju w Polsce była silniejsza niż żądza zysku dzisiejszych ,,cenzorów - sponsorów''? Nie sądzę. Myślę, iż w dzisiejszych czasach trudniej ,,przechytrzyć'' tego nowego cenzora, gdyż po prostu jest bardziej czujny mając na względzie własną kieszeń, niż ten sprzed lat myślący o ideałach PRL-u. Mało kto poza tym, odważy się próbować tego, gdyż po prostu może najzwyczajniej w świecie stracić pracę. Czy jest lepiej? Czy jest inaczej?
Jestem pełen podziwu dla tych osób, które potrafią w dzisiejszej rzeczywistości zachować twarz i nie zostać ,,wyrobnikiem'' kapitalistów, lecz po prostu kochać Muzykę i potrafić ,,robić swoje'' mimo wszystko, nawet gdy nie przynosi to zysku. Wszak miłość winna być uczuciem bezinteresownym -nawet jeśli jest to miłość do Muzyki.
Od czasu do czasu mam przyjemność przy okazji różnych koncertów i wydarzeń muzycznych (ostatnio w Mosinie podczas ,,V Ogólnopolskich Dni Artystycznych z Gitarą'') spotykać Zdzisława Paterczyka -działacza Polskiego Towarzystwa Bluesowego i animatora życia muzycznego (to dzięki niemu właśnie odbywają się w Poznaniu cotygodniowe ,,Bluesowe Czwartki'' w ,,Charyźmie''). Jeszcze w ub.roku podczas ,,Dnia Bluesa'' w Śremie gorąco polecał kwartalnik ,,Twój Blues'', będący jedynym czasopismem w Polsce zajmującym się w tak zaangażowany sposób muzyką bluesową.
Jak wielkie rozczarowanie spotkało mnie, gdy na internetowej stronie wspomnianego czasopisma: ,,TB-OnLine'' znalazłem powielony po raz n-ty tekst informujący o płycie ,,I Love The Blues'' z zachowaniem wszystkich błędów jakie popełnił w nim pierwszy autor. Redaktor Naczelny Kwartalnika ,,Twój Blues'' -Pan Andrzej Matysik w mailu do mnie żali się, iż (cytuję):
,,W rozmowie ze mną Jarosław Śmietania oświadczył mi, że nie jest zainteresowany zamieszczeniem recenzji tej płyty w Kwartalniku TWÓJ BLUES więc nie planuję tego uczynić''.
No cóż, ciekawe w jaki sposób J.Śmietana okazać miał ,,zainteresowanie''? Redaktor Naczelny jedynego polskiego czasopisma piszącego prawie wyłącznie o bluesie i szczycącego się propagowaniem polskiej muzyki bluesowej, podjął decyzję o bojkocie nowej płyty cenionego polskiego gitarzysty o 40-letnim dorobku muzycznym poświęconej w całości właśnie bluesowi, z powodu braku ,,zainteresowania'' czasopismem ze strony Muzyka?! Z wielkim żalem stwierdzić muszę, iż jak na człowieka, który jakiś czas temu porzucił pracę w kopalni na rzecz propagowania muzyki bluesowej, Pan Redaktor Naczelny wykazał się conajmniej nieprofesjonalnym zachowaniem (bądź ,,profesjonalnym'' -w złym tego słowa znaczeniu), a tym samym wiarygodność publikowanych w kwartalniku ,,Twój Blues'' artykułów budzi wątpliwości.
Swoją drogą zazdroszczę Panu Naczelnemu tego, iż na łamach swego rodzinnego pisma może pozwolić sobie na publikowanie tekstów dotyczących tylko tych wykonawców, którzy są ,,zainteresowani'' artykułami na temat swych płyt w jego czasopiśmie. Oczyma wyobraźni widzę takiego choćby ERICA CLAPTONA, który osobiście pakuje w folię bąbelkową kilka egzemplarzy swojej nowej płyty, adresuje przesyłkę do Pana Redaktora Naczelnego i biegnie na pocztę wysłać płyty, z nadzieją iż Pan Naczelny rozda je swoim współpracownikom (może córkom i żonie), a ktoś z nich wspomni o niej w kolejnym numerze czasopisma ,,Twój Blues'' (oczywiście przestrzegając zasadę iż ,,tekst zawierać się będzie w objętości 1800 znaków ze spacjami'', gdyż tyle akurat wolnego miejsca zostało na szpalcie).
Nie było dziś przyjemnie? Za to szczerze i od serca.
CZYTAJ TEŻ: ,,Rok piszę blog, czyli tańczenie o architekturze''
Na ,,odtrutkę'' -poniżej kilka przyjemnych płyt, jakich ostatnio wysłuchałem :-) .
PRIVATE COLLECTION
BAY CITY ROLLERS: S-a-t-u-r-d-a-y Night /CD 2005 (1974-1978)/
BAY CITY ROLLERS to niezwykle popularna w połowie lat 70-tych pop-rockowa grupa, której muzyka idealnie trafiała w gusta nastolatków (szczególnie w Wielkiej Brytanii, gdzie popularność grupy była największa).
Choć grupa powstała już w 1967 roku, popularność zyskała dopiero w 1973 roku, dzięki przebojowi ,,Saturday Night'' (top hit -zarówno w Europie jak i USA), który posłużył za tytuł omawianej tu płyty. Muzyka tej szkockiej grupy stanowiła pomost pomiędzy konwencją wczesnych Beatlesów, a muzyki określanej mianem glam rock (spod której to znaku wywodziły się takie zespoły jak SWEET czy SMOKIE). Apogeum popularności grupy przypadł na lata 1974-75, wówczas to na rynku ukazały się przebojowe albumy: ,,Once Upon A Star'' i ,,Wouldn't You Like It?'' (1975) (obie te płyty były jednymi z pierwszych longplayów w mojej kolekcji :-) ).
Na uwagę zasługuje ciekawy, kolorowy image zespołu, którego członkami byli przystojni chłopcy ubrani w odzież w szkocką kratę, oraz bardzo atrakcyjna forma edycyjna wydawnictw płytowych grupy, do których dołączano książeczki, plakaty itp. Wydawano również pięknie ilustrowany i wzbogacany dodatkowymi plakatami ,,Fan Magazin'' poświęcony grupie.
Zespół rozpadł się w 1981 roku, a późniejszą jego reaktywacją była grupa ROLLERS, znana mi z wspaniałej płyty ,,Ricochet'' (1981), która jednak przeszła niezauważona i nie zdołała wzniecić ponownego zainteresowania zespołem.
W drugiej połowie lat 80-tych na listach przebojów pojawił się frontman i wokalista zespołu: Les McKeown, który w kooperacji z Dieterem Bohlenem (MODERN TALKING) nagrał zupełnie nowy materiał utrzymany w klimacie muzyki disco.
Jeden z największych przebojów zespołu: ,,Bye Bye Baby'' został w 2003 roku przypomniany w filmie: ,,To właśnie miłość'' (,,Love Actually'' -z gwiazdorską obsadą: m.in. L.Neeson, H.Grant i C.Firth).
Mam w kolekcji 6 płyt zespołu wydanych w formie płyt gramofonowych, lecz dopiero dzięki omawianej w tym miejscu płycie ,,S-a-t-u-r-d-a-y Night'' wydanej w 2005 roku przez EMI, będącą oficjalną składanką zespołu uzupełniającą jego dyskografię, mam możliwość posłuchania przebojów BAY CITY ROLLERS z nośnika cyfrowego :-) .
Repertuar płyty to bardzo trafna selekcja najsłynniejszych i najbardziej charakterystycznych dla zespołu piosenek, wśród których nie zabrakło: rytmicznego, ozdobionego rockowym brzmieniem gitar ,,Saturday Night'' z charakterystycznym skandowaniem: ,,S-a-t-u-r-d-a-y!'' (stąd pisownia w tytule płyty), uroczej i ciągle tak samo podobającej mi się piosenki ,,Bye Bye Baby'', ,,It's A Game'' czy ,,Summerlove Sensation''.
Niby to tylko proste (chciałoby się rzec: prymitywne) piosenki stworzone jako twór czysto użytkowy i pozbawiony głębszych ambicji, a jednak po 35. latach słucha się tych nagrań bardzo przyjemnie. Przecież również wczesne piosenki Beatlesów, pozbawione były na pozór większych ambicji a jednak po tylu latach nadal chce się tego słuchać. Ciekaw jestem czy dzisiejszych komercyjnych produkcji muzykopodobnych da się z równą przyjemnością słuchać za 30-35 lat...
>Who Is Who: Bay City Rollers
BILLY BRAGG: Mr Love & Justice (CD 2008)
Choć kariera muzyczna BILLY BRAGGA trwa już 30 lat, Artysta zawsze jest gdzieś z boku, nie wymieniany jednym tchem wraz z innymi muzykami. Ta niezależność Bragga spowodowała, iż od pewnego czasu Muzyk zaczął sam wydawać od czasu do czasu swoje płyty. ,,Od czasu do czasu'' -bowiem ,,Mr Love & Justice'' to pierwsza jego płyta od sześciu lat.
Od zawsze głęboko zaangażowany politycznie w tekstach często porusza tematy dyskwalifikujące jego piosenki dla szerszego grona odbiorców czyniąc je częstokroć wielkimi hymnami, lecz dla ograniczonego grona słuchaczy związanych poglądowo z działaniami politycznymi. Na szczęście potrafi też zaśpiewać o zwykłych codziennych sprawach. Na najnowszej jak dotąd jego płycie znajdziemy przystępne dla wszystkich: ,,I Keep Faith'', bluesowo -folkową: ,,Sing Their Souls Back Home'' i wiele innych piosenek nie ,,zaangażowanych politycznie''.
Do moich ulubionych piosenek Bragga należy od lat: ,,Greetings From The New Brunette'', dla której to zdarzało mi się nie raz nastawić specjalnie płytę winylową z roku 1988. Wówczas to charakter utworów Bragga nosił znamię akustycznych brzmień i był chyba mniej ,,drapeżny'' niż w ostatnich latach. Ostatnia bowiem płyta BILLY BRAGGA zawiera dużo dobrze rozumianego ,,brudu'' gitarowego wziętego jakby z płyt NEILA YOUNGA (choćby ,,Something Happened''), ale też prowokująca chwilami skojarzenia z klimatami znanymi z płyt ELVISA COSTELLO (,,Mr Love & Justice'' czy ,,The Johnny Carcinogenic Show'' z wspaniałymi chórkami).
Do dawniejszych akustycznych brzmień odwołuje się świetnie brzmiąca ballada: ,,If You Ever Leave'', która równie dobrze mogłaby znaleźć się na płycie sprzed dwudziestuparu lat.
W ,,O Freedom'' duże wrażenie wywołuje zastosowanie elektrycznego buzuki. W ogóle warto zwrócić uwagę na ciekawy zestaw instrumentów jakie usłyszeć można na płycie, wśród których znajdują się m.in. mandolina, cymbały, tamburyn oraz kilka tak nazwanych w opisie książeczki CD, że brak mi odpowiedniej czcionki by przepisać ich nazwę (jedna z tych dziwnych rzeczy, na których grają muzycy jest głównym instrumentem w kończącym płytę: ,,Farm Boy'' -co to u licha jest?)
Szkoda że tak mało jest w Polsce słuchaczy znających twórczość tego oryginalnego artysty. Taki choćby ,,I Keep Faith'' to przecież murowany przebój! Piosenka wpadająca w ucho od pierwszego słuchania; charakterystyczne surowe brzmienie, miły tekst, melodyjny refren poparty chórkami (na dodatek: gościnnie w chórkach słyszymy Roberta Whyatta). Czego chcieć więcej? Jak dobrze że mam własną, niezależną listę przebojów -na niej jest to najwyżej notowany debiut w ostatnim notowaniu :-) .
JÓZEF SKRZEK & Wałasi: Anioł się zwiastuje /CD 2007/
Jeden z projektów wszechstronnego JÓZEFA SKRZEKA nagrany wraz z kapelą górali z Beskidu Śląskiego: Wałasi, z myślą o Świętach Bożego Narodzenia. Z kapelą tą Skrzek współpracował już w przeszłości podczas realizacji projektu ,,Kantata Maryjna''.
Wałasi to ceniona wśród miłośników muzycznego folkloru w Polsce kapela, prowadzona od ponad 20 lat przez Zbigniewa Wałacha, myślę więc że płyta zawierająca tradycyjne polskie kolędy wykonywane w sposób właściwy dla folkloru Śląska Cieszyńskiego może być obiektem fascynacji dla etnografów i niejednego miłośnika góralskiego folkloru.
Pomysłodawca i współtwórca płyty JÓZEF SKRZEK gra na organach towarzysząc kapeli, lecz w przypadku tej płyty ,,ingerencja'' muzyczna Skrzeka jest bardzo minimalistyczna. Wyjątkiem jest wspaniała instrumentalna ,,Coda'' zagrana solo na organach, ale to trochę za mało jak na blisko 50-minutową płytę
Myślę, iż zamysł wydawcy był taki aby nazwisko Skrzeka pełniło przede wszystkim rolę ,,patrona tytularnego'' tej płyty, dzięki czemu sięgnęliby po nią miłośnicy twórczości zarówno SBB jak i solowych dokonań JÓZEFA SKRZEKA.
Jako przedstawiciel tej właśnie grupy odbiorców -niestety nie mogę tej płyty traktować inaczej, jak po prostu ciekawostkę.
P.S. Dzięki umieszczaniu od pewnego czasu adresu mailowego pod każdym wpisem na blogach ,,LongPlay'' oraz ,,Jarek Śmietana Fan Blog'', nawiązałem w ostatnim czasie kilka wartościowych kontaktów z osobami, dzięki którym radość czerpana z dzielenia się Muzyką jest większa. Wszystkim korespondentom serdecznie dziękuję!
zdjęcie oraz skany okładek: R.R.
http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=8GVVwD1knM6&login=w270&width=450&bg=ffffff